Łączna liczba wyświetleń

ALWAYS LOOK AT THE BRIGHT SIDE OF LIFE

piątek, 31 października 2014

MĘSKIE TEKSTY

Czy słyszał ktoś o przedmiocie zwanym " laczki dochodzące " ?
Dowiedziałam się dzisiaj w jednym ze szpitali ,że są to ochraniacze na buty -ale nie jednorazowe, o nie, takie w stylu oldschool muzealnym-ktore nakłada się na obuwie,żeby przejść po szpitalnym ,wysprzątanym przed wizytacją korytarzu.Jednorazowych ochraniaczy jest mało, a muszą na cześć wizytatorów zapełniać pojemnik odpowiedni-pusto być nie może ! Więc założyłam laczki dochodzące i poszłam,coby zdążyć przed wizytą mojego piernikowego kierownika.
Kierownik jest uzależniony od solarium, stąd jego seksualna cera ma kolor dobrze wypieczonego ciasteczka ( z purpurowym, ostrym noskiem ) ,w ciasteczkowe oblicze ma oczka wciśnięte jak dwa ziarnka pieprzu i namiętne usteczka jak wycisnięta kupka dżemu.Na dodatek ma biust ......całkiem widoczny i jest jedynym znanym mi facetem łączącym zalety obu płci-o czym jednak, dopokąd nie musze, nie chciałabym się przekonać :-p
A na poprawę humoru przed smutnymi świętami postanowiłyśmy z kumpelami zebrać do kupy najlepsze teksty naszych byłych i obecnych:
-O Jezu, mówiłem, że Cię kocham ,ale ...tak się mówi
-Nie mogłem odmówić kobiecie, która nic złego mi nie zrobiła
-Te, co zdradzały ze mną swoich mężów to nieszczęśliwe kobiety były....
-Zawsze te Twoje chore jazdy, obiecałem, że odbiorę dziecko z przedszkola o 16, ale dopiero o 22 obudziłem się w samochodzie w lesie bez grzybów i skarpety i przecież ...pojechałem do przedszkola !
-Dla ciebie tylko kasa się liczy....daj 200 zł
-masz 50 zł i zrób zakupy na obiad,a dla mnie 0,7 Bolsa i 2 paczki Marlboro light ( a za resztę chyba bułkę-dopisek mój )
-Nie mogę z nią zerwać, co ona temu winna, że mam żonę
-Zostańmy przyjaciółmi ( najlepsze dzień przed ślubem )
-Ty to sobie dasz radę ,ciebie kijem nie dobije, a ona sobie beze mnie nie poradzi
-Miedzy mną a nią był przecież tylko seks...
A propos powyższego spokojnego święta życzę :-p

środa, 29 października 2014

POKÓJ Z WIDOKIEM

Jak się ma pokój z widokiem na komin zakładów produkcji nawozów sztucznych to nie ma dziwne, że człowiekowi odbija.Mnie dzisiaj od rana męczy poczucie bezsensu pracy czyli rozpoczynamy dzienną akcję Wielki Wpis .Zasady gry : podjeżdżamy tam ,gdzie mieliśmy pracować-na dzień dzisiejszy, jak dla mnie, 4 przychodnie w rodzinnym mieście.Parkujemy nie mniej niż kilometr od miejsca pracy-żeby GPS kontrolny zalapał -i udajemy się 1,na zakupy do pobliskiego centrum 2, drzemać w pobliskim domu 3.bierzemy taxi lub prosimy znajomych o podwózkę do odległego miejsca rozrywki lub 4. zaszywamy się w klozecie przychodnianym z gazetą " Życie na gorąco " .Czas przeznaczony na wizytę u jednego lekarza-15 minut ,więc stoimy minimum tyleż i jest to tzw. karmienie GPSa.Oczywiście w ciepłe ,wiosenne dni ( zimą doskwiera brak ogrzewania, a latem klimy ) możemy zadrzemać na tylnej ( tylnej !!!! bo przednia ma czujnik dupoobciążenia ) kanapie Toyoty ale : trzeba najpierwej otworzyć drzwi od strony kierowcy,że niby wysiadamy, zamknąć te drzwi, otworzyć drzwi od tyłu, że niby bierzemy torebkę,bezszelestnie położyć się na kanapie,trzasnąć drzwiami,pyknąć centralny zamek i najlepiej-nie oddychać i nie poruszać się.
Po czem wpisujemy do raportu dziennego wszystkie nazwiska tych, których mielismy odwiedzić danego dnia-dla przyzwoitości sprawdzając, czy nie są na urlopie wielodniowym.Jednodniowego nikt z szefów nie zauważy
Powyższą notkę piszę oczywiście w kiblu przychodni specjalistycznej.:-D.
A dlaczego mój kierownik przypomina piernik świąteczny choinkowy-nastepną razą.

wtorek, 28 października 2014

CEGŁA LBL 02


No dobra !!!!
Wylewa się ze mnie po latach w firmie tyle żółci wszystkimi porami, że postanowiłam je zneutralizować na blogu.Jestem elitą elit-wg naszego field force'a czyli szefa szefów ,najwyższym piętrem wśród sprzedawców i akwizytorów czyli...uwaga ! -przedstawicielem medycznym.Nie przynoszę sweterków do obejrzenia przez panie pielęgniarki jeno stos papierków do przejrzenia przez doktorów.Ale zanim tam wejdę-atrakcje czyli pokonywanie toru przeszkód pacjent-drzwi Minęły czasy eleganckich kobiet w kostiumach i na obcasach, obowiązuje strój ochronny czyli wtopienie w tło.Uwielbiam ten klimat-siedzę jako jedyna przed gabinetem,nadchodzi potencjalny wróg-mediana wiekowa 65 + ,i od progu pytanie : który numerek wszedł? Standardowa odpowiedź :nie wiem, bo jak przyszłam, to już był ( w środku ,numerek znaczy się) Krok nr 2 wroga w moim kierunku : a pani który ma ? No i zonk.Należy, wg żelaznych zasad, wcześniej luknąć na zegarek i podać godzinę numerkową o wiele wcześniejszą ,niż jest teraz-ale nie zbyt wiele, bo nie uwierzą, nie zbyt mało, bo akurat osobnik przede mną może go mieć.Jeśli dobrze trafimy-będzie co najwyżej westchnienie : a ,to opóźnienie jest ! -i wróg spacyfikowany.Jeśli źle trafimy i akurat" nasz "numerek ma akurat ten spóźniony pacjent można jeszcze ratować się ściemą : no nie wiem, może się pomylili i dali podwójny.Ale osobnik typu wredna harpia nie ustąpi wtedy i sunie do rejestracji wyjaśnić.Wtedy pozostaje tylko ucieczka.....albo wejście na tzw.plecach czyli razem z wrogiem i przekazywanie info lekarzowi dyskretnym szeptem na uszko,mnąc w rękach ulotkę.
A wszystko dla dobra ludzkości i oby Polska rosła w siłę a pacjentom żyło się   dostatniej :) 
A o karmieniu GPSa i drzemce na tylnej kanapie Toyoty-niebawem.....