Łączna liczba wyświetleń

ALWAYS LOOK AT THE BRIGHT SIDE OF LIFE

środa, 30 grudnia 2015

I WANNA BE KLOZET TO YOU

Moją pasją klozety są od dawna...w pierwszej robocie właściciel akurat urządzał sobie willę i "pracowaliśmy " z czterema sedesami na zapleczu, a księgowa nawet potajemnie jadła śniadanie zasiadając na którymś tronie pomiędzy regałami.
W parcy przedstawiciela kible również mnie nie opuszczały...akurat oddział szpitalny w miescie K na wschodzie Polski się remontował i ja, jako zaprzyjaźniona jednostka, miałam mieć udział finansowy w tym przedsięwzięciu ( w ramach wyróżnienia i ewentualnego subtelnego rewanżu potem ). Spodziewałam się - i ja, i mój kierownik, próśb o laptopy, drukarki albo chociażby o klimatyzację..tymczasem ordynator w tajemnicy się zwierzył, że brakuje im eleganckiej muszli klozetowej i czy mogłabym....
Mus to mus. Kierownik zbaraniał, zamyslił się i rzekł : kupuj ten kibel, rozliczymy go jako ....komplet naczyń z porcelany :p
Lat temu 18 na szczęście komputeryzacja nie opanowała większości sklepów i dało sie rzeczony sedes jako naczynie ( w domyśle : gastronomiczne ) zafakturować. Wyższy szef się ponoć dopytywał, co to za droga zastawa stołowa była, ale słowo " Rosenthal " zamknęło mu usta.
Kozet kupiony, zatem jedziemy z nim do miasta K służbowym autem kombi : ja, muszla i mój kierownik. Co prawda byłam w 8 miesiącu ciąży,ale w tamtych czasach to absolutnie nie była choroba. Podjeżdżamy pod szpital i , zakasując rękawy, bierzemy się z kierownikiem za muszlę. Drepcząc truchcikiem po korytarzu mijamy sanitariuszy, którzy spojrzeli na nas dziwnie i jeden nieśmiało spytał :
- Pani to do porodu z własnym sedesem ?

środa, 23 grudnia 2015

CZŁOWIEK- CHOINKA

Nie umiem pisać specjalnie mądrze. Ani ładnie. Ani wzruszająco. Od tego są lepsi na zaprzyjaźnionych blogach i niech tak zostanie. Zawsze chciałam wywoływać uśmiech na twarzach...albo rechot...albo wymioty ze szczęścia ( bywa i tak :p ) Jeśli mi się to w tym roku udało i jeśli pośmialiście się zdrowo, czytając wpadki mojego życia, to obiecuję, że w Nowym Roku nic się nie zmieni...w moim wieku z głupoty już się nie wyrasta.
A Święta niech każdy przeżyje, jak chce - byle mu to dało radość a innym nie zrobiło krzywdy.
Fariatkom dziękuję za to, że są :))))
Rybokawiarni dzięki za przygarnięcie bezdomnej żyrafy.
I w ogóle - obyśmy tylko zdrowi byli !
PS. Kto chce zajść w ciążę to zapisy na przyszły rok w toku :p



piątek, 18 grudnia 2015

WIEŻA BABEL part 2

Gdzieś na trasie Tarvisio-Wiedeń, durch Alpy....noc ciemna, my zmęczone, zatem odpoczynku w luksusowym samochodzie Toyota Auris hatchback służbowym czas. Ostatnio spałyśmy na jakimś zadupiu i śnili nam się zboczeńcy, więc teraz stawiamy na bliskość ludzi.
I objawia nam sie stacja benzynowa, duży parking, ciężarowki...cudo po prostu, nawet wysikać sie mozna w normalnym klozecie. Kładziemy się systemem poprzecznym tym razem, czyli jedna zajmuje dwa siedzenia przednie, druga tylną kanapę. System podłużny nam sie znudził. Osoba z przodu w systemie poprzecznym śpi co prawda nerkami na hamulcu ręcznym ( to ja !!!! ), za to długonoga z tyłu śpi pokurczona, szczegolnie jak miażdżę jej kolana podstępnie opuszczanym siedzeniem.
Zasypiamy...i zaczyna szczekać pies. Hau...hau,hau,hau...hau...hauhau...hauhauhauhau...bez przerwy.
Cierpimy w milczeniu z pół godziny, pies nagle milknie i z ogromnym pierdnięciem zapala silnik TIR, stojący obok nas. Nie odjeżdza ci on, o nie, po prostu stoi...i stoi...i stoi i pierdzi..kolejne 20 minut.
Nie wytrzymuję i ryczę do " tylnej kanapy ":
-A ten ile, k...a, bedzie tak pierdział ???!!!!!!
na co D flegmatycznie spod kocyka :
-Aż pies odpocznie i będzie kontynuował.
Prorok jak nic :p

czwartek, 17 grudnia 2015

WIEŻA BABEL

Będzie temu ze trzy lata, jak wyruszyłysmy z moją przyjaciółką na literę D w świat- samochód służbowy Toyota, my, mapa papierowa  i skromne zasoby w gotówce. Jedno było wiadomo, że jedziemy na Zachód i nie zwiedzamy, tylko napawamy sie ludzkim życiem i przyrodą.
Niedaleko stacji benzynowej gdzieś w Hiszpanii zobaczyłysmy parę trzymającą tekturę z napisem Madrid. Decyzja od razu zapadła : bierzemy !!!
Para młodych ludzi wylewnie podziękowala nam po angielsku i jedziemy.
- Łot du ju du in Spejn ? -zagadnęła moja przyjaciółka i w tym języku zaczęliśmy przez ponad dwie godziny prowadzić niewymuszoną pogawędkę, bo oni studiują a my już, niestety, nie, za to my mamy samochód a oni nie, oni już byli w Barcelonie a my bedziemy, jak się nie zgubimy.
Nagle moja D spojrzala w lusterko i mówi :
-Stara, oni mają na koszulkach napis Zawisza Olbięcin !!!
Para z tyłu nagle zgłupiała i zadała nam odkrywcze pytanie :
-A dlaczego wy mówicie po polsku ?
Na co Doris :
-Bo umiemy od urodzenia :p
Nowo zapoznany kolega z tylnego siedzenia westchnął :
-I po ch.....żeśmy się przez tyle godzin z tym angielskim męczyli.......

niedziela, 13 grudnia 2015

PRZEBOJE I PODBOJE

Dół jesienny sprowokował mnie do przypomnienia sobie jakichkolwiek sukcesów emocjonalno-erotycznych w moim zyciu. Szukając-znalazłam !!!!
Miasteczko K w lubelskiem, gdzie udałam sie robić wizyty lekarskie jak co 2 tygodnie w mojej firmie. Przychodnia w tzw. starej dzielnicy czyli większość pacjentów po 60-tce odwiedzajacych swoich doktorów regularnie co tydzień, bo "trzeba się pokazać".
Idę pod gabinet i juz widzę zasiedziały kobiecy tłum , jeden męski wyjątek śpi smacznie oparty o ścianę. Woń standardowa czyli stary mocz, pot, i wiew alkoholowy od śpiącego rycerza.
Od razu zostałam rozpoznana jako wróg ( chociaż też pachniałam potem, bo upał był niezgorszy ) i się zaczęły docinki :
-Się nie rozsiada, bo i tak nie wejdzie.
-My som chore i nie puścimy na pogawędki.
Ja milczę, panie mają ton głosów donośny ...toteż nagle osobnik spod kąta wstał, omiótł spojrzeniem poczekalnię i ryknął :
-A wy mohery do domu, z różańcem siedzieć ! A tera wchodzę ja ...i ta pani !
Drzwi sie od gabinetu otworzyły, pan szarmancko pocałował mnie w rekę i trzymając mnie pod ramię ( żeby się nie przewrócić wespół chyba ) wszedł do gabinetu.
Pani doktor od razu rozpoznała stałego bywalca mowiąc :
-Panie Pączek ( nazwisko autentyczne ) czego pan się awanturuje ?
-Ja sie nie awanturuję tylko kobieta jest napastowana, a mnie recepty potrzeba !
-A co wypisać ?
Tu pan Pączek mnie zaskoczył......od razu rzucił przygotowany zestaw :
-Viagrę raz i Relanium 5 !!!!
Po otrzymaniu recepty poczekał na mnie w gabinecie, żeby po wyjściu przed tłumem bronić, i na pożegnanie powiedział :-jakby pani zainteresowana to ja tu w każden wtorek w MOPSie jestem i zapraszam !!
Niestety śmiałości mi zabrakło i do tej pory Pączka nie skonsumowałam :(

piątek, 11 grudnia 2015

DOBRY, ZŁY I PASKUDNY

Jak Święta to zapominamy o pracy i skupiamy się na aspekcie kulinarnym.
Bigos mojej teściowej zawsze jest wybitny- lekko kwaskowaty, z dużą zawartością grzybów i, jak by to nazwać- spoisty, mówiąc elegancko albo kleisty, mówiąc wprost. Postanowiłam kilka lat temu dorównać mistrzyni i zrobić wszystko według jej przepisu. Teściowa jakoś nie była rozmowna :
-no jak zwykle robię, co ty bigosu nie robiłaś ?
-robiłam, ale jakiś taki sypki mój jest
-no bo grzyby trzeba dodać i mięso odpowiednie
-a odpowiednie to jakie ?
-no takie, jak zwykle !
Tajemnicę rozwikłał dopiero mój szwagier, pytając przy mnie niewinnie :
-a ten ryj, mamo, co zawsze dodajesz do bigosu, to od sąsiadów wzięłaś ??????

poniedziałek, 7 grudnia 2015

NIEZNOŚNA LEKKOŚĆ CZASU

Nic na to nie poradzę, że lubię łączyć pożyteczne z przyjemnym - a raczej lubiłam, pracując w korporacji, czyli łączyłam pożyteczne zarabianie pieniędzy z przyjemnościa poznawania interesujących mnie lekarzy, koniecznie bez łysiny !
I akurat mi wpadł w oko Michał, tak na oko młodszy ( jak zwykle ), ale wyedukowany muzycznie bardzo, stylistycznie w moim stylu czyli włos bujny rozwiany, buty pancerne..prawie ideał, bo na dodatek małomówny i mogłam przy nim swobodnie swój słowotok wylewać.
Konkretne spotkania kawowo-alkoholowe zostały z sukcesem odbyte, delikatne erotyczne zainteresowanie zaczęłam ze strony męskiej odczuwać, czas było poznać się bliżej- oczywiście z mojej strony dawkując informacje bardzo dyskretnie, bo życie długie juz dosyć było i bujne.
Ale temat muzyczny zawsze bezpieczny , szczegolnie przy zbieżności gustów, więc on Joy Division, ja Depeche Mode, ja Jim Morrison, on Cindy Lauper, aż zeszło na muzykę polską lat dawniejszych.... więc on Republika a ja...niefrasobliwie.....rzekłam :
 "Żeby poczuć tamtą muzykę to trzeba było być w środku wydarzeń, jakie były numery na Jarocinie w '84..."
Michał z lekka ostygł w emocjach, przyjrzał mi się wnikliwie i skomentował :
" Kasia, ja wtedy miałem trzy lata ........"
I cala moja konspiracja wiekowa paszła.........!!!!

poniedziałek, 30 listopada 2015

SZCZĘKI 1

Szymon był od zawsze moim idolem, niedosięgłym w latach postawówki ze względu na moje walory ...bycie klasowym grubaskiem w okularach i prawie bez włosów to nie był żaden argument , doprawdy. A On był uwielbiany i pożadany przez wszystkie kobiety, znienawidzony przez wszystkich nauczycieli i wszelakie zadania z matematyki i fizyki rozwiązywał w pamięci.
Na dodatek miał oryginalne Levisy w 1978 roku.
Na dodatek po maturze wyjechał do Nowego Jorku.
Kilka lat pracy w korporacji odbiło się korzystnie na mojej urodzie i na spotkanie klasowe po latach szłam, może nie bez kompleksów, ale z pewną nadzieją.
Szczupłe w większości się roztyły.
Przystojni wyłysieli.
Piękne się pomarszczyły.
Tylko On, prosto z importu z USA, skąd wrócił po latach w jeszcze lepszej formie, dalej pełen zalet umysłowych i fizycznych. I na dodatek zauważyć raczył moją skromną metamorfozę. Raczył być odwiezionym przez mnie do domu. I nawet zapamiętał numer telefonu, bo zadzwonić też raczył.
Po latach nieodwzajemnionej miłości ( z  dużymi przerwami na inne fascynacje ) nie mogłam odmówić i nadszedł pamiętny wieczór spodziewanej konsumpcji zadzierzgniętego związku.
Szymon sobie podjadł dzieła rąk moich.
Wypił solidnie.
Zdjął wierzchnie odzienie.
Poprosił o kubeczek -pusty -do którego z fantazją wrzucił wyjęty wprawnie mostek zębowy. Cztery ząbki na dziąsełku z haczykami.
Wyjaśnił zwięźle : to tylko dolne. Na górze mam na stałe umocowane.
Jak to było z tym fortepianem Chopina ? :p

poniedziałek, 23 listopada 2015

SZATAŃSKIE KOTLETY

Praca pracą , życie życiem....Podczas intensywnej poniedziałkowej orki zaczął sie nam temat światecznych przygotowań kulinarnych, które niczym ekscytującym w obecnej sytuacji gopolitycznej nie są.
Ale jako najstarsza z personelu wróciłam wspomnieniami do czasów masowego żywienia w stołówce studenckiej " Grześ "- notabene nie byłam wtedy studentką tylko uczennicą podstawówki, z której większość uczniów stołowała się tamże. W '81 roku w grudniu dodatkową atrakcją było umieszczenie w pokojach nad stołówką oddziału ZOMO, którego członkowie regularnie w trakcie obiadu przemierzali sale jadalne wespół z owczarkami niemieckimi.
Zupę podawano w żelaznych garach stawianych na stół, konsumpcja bez ograniczeń. Jakież było nasze zdziwienie któregoś pięknego obiadu, w okolicach 7 klasy, kiedy łyżka wazowa natrafiła w barszczu na konkretny, zwięzły kawałek. Kawałki rozpadające się czyli  kartofle i stare buraki nie były przedmiotami pożądania. Kawałek twardy oznaczał jedno : MIĘSO. Po dłuższym gmeraniu łyżką i metodą palpacyjną udało mi się wyjąć długi, giętki fragment koloru ciemnobeżowego, ułożeniem pierścieni przypominający anatomię dżdżownicy, gibkością zaś kawałek rurki tracheostomijnej.
Identyfikacja przerosła nas tak bardzo, że poprosiliśmy o pomoc kelnerkę, która autorytatywnie stwierdziła : albo to jelito ( po dotknięciu i stwierdzeniu, że za mało miętkie, zmieniła zdanie ) albo coś do oddychania. W końcu zamknęła temat : na pewno do jedzenia !
Do jedzenia był też, rzadko podawany, kotlecik mielony, który przyszedł do mnie pewnego razu w towarzystwie marchewki i ziemniaczków. Z jednego jego boku wystawał subtelny włos, ale nie była to dla mnie w tamtych czasach żadna przeszkoda. Pociągnęłam za niego, równie subtelnie.......kotlecik gwałtownie sie rozpadł ujawniająć we wnętrzu zbiór włosów stalowych spadłych prawdopodobnie z grzebienia.
A czy zjadłam......niech to pozostanie we wspomnieniach :p

wtorek, 17 listopada 2015

JA I DONATELLA

Kto mnie choć trochę zna to wie, że stosowaniem najnowszych osiągnięć medycyny estetycznej na swojej twarzy i szyi próbuję zrekompensować :
-przemijający, jak bystra woda , czas
-odległość mojej urody od urody pierwszej, jedynej i ukochanej partnerki Mężczyzny Mojego Życia i Śmierci ( chociaż nigdy nie osiągnę jej imponującego 194 cm wzrostu, dzięki któremu na zdjęciach to on zawsze trzyma ją pod rękę )
-odległość mojej urody od urody moich przyjaciółek , a wszystkie mam młode, zgrabne i urodziwe i w ich towarzystwie mogę liczyć jedynie na to, że będzie ich mniej niż potencjalnie chętnych meżczyzn i jakiś z nadwyżki przypadnie mnie :p
-odległość mojej urody od moich oczekiwań, oczekiwań pracodawców korporacyjnych - wszak w handlu bezpośrednim pracujesz hm...twarzą - i oczekiwań tygodników ilustrowanych.

Pewnego więc razu wczesną wiosną- bo wtedy pora- postanowiłam pozbyć się zwiotczałej, zmurszałej skóry za pomocą stężonego kwasu trichlorooctowego. Zabieg jak zabieg : cholernie boli, okropnie piecze i masakrycznie kosztuje. Za to potem...kiedy najpierw skóra zbieleje, by potem sczernieć ,by potem pękać i odpadać płatami...potem jest się młodszym o 10 lat ( wizualnie ;)) ).
Oczywiście dni ukrywania się ze sczerniałą skóra, opryskiwaną jedynie wodą termalną, należy dokładnie wyliczyć i wkomponować w grafik pracowniczy. Wiedza mnie zawiodła i nieunikniony powrót do pracy repa nastąpił w dniu płatowego odpadania naskórka od powierzchni czyli, w świecie płazim, wylinki, a w świecie budowlanym- odpadania tapety.
Szyjkę okręciłam szalikiem, postawiłam kołnierz od jesionki i jazda w drogę do miejscowości Ch  na umówione spotkanie z potencjałowym, przystojnym i ulubionym lekarzem, co do którego delikatne plany flirtowe były. Pan doktor ucieszył sie bardzo na widok wielbicielki i nawet zaszczycił mnie wymarzonym przez mnie pocałunkiem w policzek....z któregoż odpadający płat skóry przykleił mu się do warg. W momencie oddalania się od siebie naszych ciał mój  płat w jego ustach zaczął się rozciągać ....będąc drugim końcem nadal przytwierdzonym do mnie........aż się w końcu urwał !!!!
Mężczyzna z klasą splunął dyskretnie moim naskórkiem do zlewu, otarł wargi chusteczką i powiedział : " ślicznie dzisiaj wyglądasz Kasiu " :DDD

piątek, 13 listopada 2015

GANG OLSENA

Gdy zbliżaja sie Święta - w korporacji liczy się tylko Boże Narodzenie, Wielkanoc jako święto ruchome uniemożliwia wcześniejsze zaprojektowanie, wyprodukowanie i rozdystrybuowanie prezentów - zaczynają sie różne ważne czasy : czas oczekiwania na 13-tkę ( najczęściej zakończony bolesnym  rozczarowaniem, bo kierownik " nie zaopiniował "). Jest czas zabawy biesiadnej czyli spotkanie cyklowe, koniecznie w stolicy. Jest czas zamykania roku czyli na gwałt robi się tabelki, zestawienia, zestawienia tabelek i zestawienia propozycji do tabelek.
I jest czas rozdawania lekarzom prezentów świątecznych, który to czas niewątpliwie poprawia komfort pracy bo pacjentom mówi się przed gabinetem : ja tylko na chwilkę z życzeniami, a do lekarza mówi się w drzwiach od gabinetu : ja tylko na chwilkę z prezentem.
W zeszłym roku tak zwane gifty nieco nas rozczarowały ...owszem, były to filiżanki, nawet ze spodeczkami, ale całe wysmarowane w logo firmy, nazwy leków i dziwaczny ( świąteczny ?) obrazek przedstawiający planszę szachową ze złamanym laufrem . Symbol upadłej choinki ????
Do tego prześliczne komplety ćwiczeń na chory kręgosłup w postaci książeczek, wydrukowane jak na złość na błyszczącym papierze, którym żaden lekarz w kominku nie napali. Ćwiczeń wypadło po dwa pudła na łebka...a na terenie wokół miejscowości mojej pracuje nas troje. Życzliwy kierownik przekazał 9 pudeł koledze, którego akurat wizytował, a kolega następnego dnia miał je przekazać nam.
Wyjący alarm samochodowy zerwał go w nocy z łóżka w modnej miejskiej dzielnicy- wychynąwszy w szlafroku z balkonu zdołał zobaczyć w blasku jutrzenki postać, która słaniając się z wysiłku wyszarpywała kolejne pudło z jego samochodu służbowego. Być może krzyki kolegi powstrzymałyby włamywacza...niestety Tomek w szlafroku zwinął się ze śmiechu.
Wyobraża sobie ktoś minę złodzieja, który z pudeł wyniesionych z luksusowego auta na warszawskich numerach zdobył kilkaset zeszytów do ćwiczeń na bolący kręgosłup szyjny i lędźwiowy ?????
Przynajmniej przez cały rok mógł pić kawę w  90 filiżankach  z widokiem na złamanego skoczka.....:p

wtorek, 10 listopada 2015

ROMANTYCZNO-LIRYCZNIE

Mężczyznę Mojego Życia poznałam dzięki korporacji.
Z braku wizyt dziennych w wymaganej ilości zajechałam lata temu do przychodni na zadupiu żeby, jak to sie mówi, dobić target. Po wsunięciu łba w lekarskie drzwi w stylu żyrafim -czyli takie ziuuuuum zza rogu- ujrzałam osobę, o której od razu powiedziałam ( sobie w duchu ):mój Ci on być musi.
Stwierdzenie to było bardzo odważne, albowiem :
-nie grzeszę urodą
-nie grzeszę mądrością
-grzeszę rozwiązłością ustną czyli mówię  dużo za dużo i jestem- według wszystkich moich przyjaciół-najgłupszą inteligentną osobą, jaką znają.
-nie jestem seksi, bo aseksualnie się ubieram. Fajnie, nie ??
On natomiast jest ( no dobrze, w niektórych aspektach był ):
-mądry
-przystojny
-gra na gitarze i w ogóle.
Po kilku miesiącach cotygodniowych odwiedzin MMŻ zaczął wmuszać w pacjentów leki mojej firmy co dało mi powód do kolejnego kroku czyli akcji odwdzięczania się czyli zaproszenia na obiad na koszt firmy. Zgodził się. Tego też dnia pojechałam szybko z pracy do domu zrobić się, w miarę skromnych możliwości, na bóstwo - czyli przede wszystkim higiena osobista. Celem zmniejszenia przyszłych kosztów firmowych zjadłam też obiad - fasolkę po bretońsku z domowym, razowym chlebkiem na zakwasie.
Po kilku godzinach ( fasolka z chlebem przefermentowała już elegancko w jelicie ) zajechałam z fasonem pod przychodnię MMŻ. Przesiadam się ( czarując seks apilem )do jego auta puszczając strasznego, fasolowego bąka. Refleks mnie nie opuścił ...zaczęłam zamykać i odmykać drzwiczki, że niby tak strasznie skrzypią i że to broń Boże nie pierd z moich jelit. MMŻ popatrzył się na mnie podczas tej operacji, zachłysnął się fasolowo- razowochlebowym aromatem i powiedział :
-Kasia, drzwi jednak nie śmierdzą..........
A w knajpie okazało się, że mam przekroczony debet na karcie i za obiad firmowy na fakturę zapłacił On :p

środa, 4 listopada 2015

W POSZUKIWANIU STRACONEGO WIEPRZA

Nowa praca, nowa płaca, nowe obowiązki...czyli spis inwentaryzacyjny.
Jako osoba nowa jestem domyślnie wolna od korupcji i niezorientowana w układach.
Na wszelki wypadek wzięłam od kolegi Leszka z magazynu 20 jajek ( skoro dawał z nieznanych mi pobudek), pobrałam długopis i wydruki i ruszyłam w trasę.
I dowiedziałam się, że :
-stan nieotwartych baniaków z kwasem sprawdzamy stukając zgiętym palcem w bok baniaka. Pusty dźwięk sugeruje kradzież.
-bulion wołowo-mózgowy wiadomo, czy jest, bo jak jest, to śmierdzi. Brak smrodu w magazynie sugeruje kradzież.
-pudełka jak są, to jest szafa zamknięta na klucz na stałe, a jak ją można otwierać, to znaczy, że pudełek nie ma ( bo, na przykład, nastąpiła kradzież )
-soli w listopadzie nigdy nie ma, bo stoi naszykowana do sypania na chodnik ( jak nie stoi za choinkami to znaczy, że ktoś wzion )
-warchlak POWINIEN być , bo " na stanie " jest......przynajmniej był w czasie zeszłorocznego spisu.
Zaglądam...stodoła pusta. Szukanie warchlaka w miejscach typu stołówka może i miałoby sens, ale tam  na pewno zmienił postać i poznać się go po wyglądzie nie da.
Jedynych wskazówek mógł mi udzielić kolega z działu weterynarii i od razu rozwiązał problem.
Zeszłoroczny warchlak okazał się tegorocznym wieprzem ( typ smalcowy ) i, jako za stary na doświadczenia świńskie, znalazł się w rubryce " wieprz- zutylizowany komisyjnie ".
Przez cały dzień podkładał mi świnie, bydlę jedno !

poniedziałek, 19 października 2015

DZIEŃ DOBRY, KOCHAM CIĘ

W ramach poprawy humoru w trakcie jelitówki postanowiłam przypomnieć sobie najlepsze męskie teksty z cyklu " Mówi się ......"
-O Jezu, mówiłem, że Cię kocham ,ale ...tak się mówi.
-Nie mogłem odmówić kobiecie, która nic złego mi nie zrobiła.
-Te, co zdradzały ze mną swoich mężów to nieszczęśliwe kobiety były....
-Zawsze te Twoje chore jazdy, obiecałem, że odbiorę dziecko z przedszkola o 16, ale dopiero o 22 obudziłem się w samochodzie w lesie bez grzybów i skarpety i przecież pojechałem do przedszkola !
-Dla ciebie tylko kasa się liczy....daj 200 zł.
-masz 50 zł i zrób zakupy na obiad,a dla mnie 0,7 Bolsa i 2 paczki Marlboro light ( a za resztę chyba bułkę-dopisek mój )
-Nie mogę z nią zerwać, co ona temu winna, że mam żonę.
-Zostańmy przyjaciółmi ( najlepsze dzień przed ślubem ).
-Ty to sobie dasz radę ,ciebie kijem nie dobije, a ona sobie beze mnie nie poradzi.
-Miedzy mną a nią był przecież tylko seks...

-Dla Ciebie bycie razem to tylko seks ( po pierwszym seksie po pół roku )
-To tylko koleżanka, a poza tym nie jest w moim typie, a poza tym nie lubię, jak kobieta w łóżku rządzi !
-" Nie zmywaj, jak wyzdrowiejesz to pozmywasz " -korzonki mię wzięły a wanna pelna garów z imprezy.
-Ale o co ci chodzi, masz PMS ? ( albo okres, albo klimakterium, albo w ciąży jesteś )
Ma ktoś jeszcze jakieś do antologii ?
PS.powyższe teksty miałam zaszczyt usłyszeć osobiście, na szczęście nie od jednego faceta ;)

środa, 7 października 2015

DAMIAN I FABRYKA CZEKOLADY

Zadzwonił do mnie kolega Damian i minorowym głosem oznajmił : mam nowa brykę.Z reguły chłopcy cieszą się z takich gadżetów, więc z lekka mnie zaniepokoił, szczególnie, że to wesoły chłopak i pracuje jako rep w branży cukierniczej.
- Nowa ta bryka czy rzęch po stłuczce ? -pytam
-Nowa
-Ma GPS ? ( bo to priorytetowa sprawa w zawodzie )
-Nie ma ( głos Dartha Vadera na coraz większym przydechu )
-No to co z nią jest nie tak ? -drążę
-Okleinę ma ( czyli napisy reklamowe w stylu : Tantum rosa ulga dla strefy intymnej ;-p ).
Akurat w branży kolegi samochody są zawsze z okleiną, niedawno jeździł z ptasim mleczkiem, więc dalej nie kumam.
Wreszcie Damian się otwiera : -Mam napis ....." Podaruj sobie czekoladową przyjemność ".
Damian jest w połowie Nigeryjczykiem.
Suspens jak u Hitchcocka.
Odpowiedziałam tylko spokojnie :
-Przepraszam, czajnik mi się gotuje ! - i pobiegłam umierać ze śmiechu.

czwartek, 17 września 2015

KOMENTARZ NR 2

Większość czytała " Łuk triumfalny " Remarque'a. Większość współczuła Ravikowi, uchodźcy z faszystowskich Niemiec, którego przeganiano z Francji,,bo " Niemcy to cywilizowany naród Goethego i nic mu nie zrobią " .Ale to było dawno, Ravic był cywilizowanym lekarzem a poza tym musiał zostać we Francji, bo się zakochał .A to zupełnie inna rzeczywistość, n'est ce pas ?

Znowu nie na temat......ale inne tematy mnie ostatnio nie poruszają AŻ TAK 

środa, 9 września 2015

KOMENTARZ

Do ostatnich wydarzeń, rozpalających serca i umysły setki Polaków, i ja się ustosunkuje wyrażając MOJE zdanie . Boimy się zalewu islamu ? Bierzmy przykład z Żydów zachowujących przez stulecia swoją tożsamość w diasporze i obecnie, egzystujących jako wyspa wśród muzułmanów . Módlmy się z żona/ mężem zamiast oglądać amerykańskie pornosy. Czytajmy Biblie a nie "50 twarzy Greya ". Świętujmy Boże Narodzenie po Dniu Wszystkich Świętych a nie X-mas shopping po Halloween a wszystko będzie cacy . PS1: Niemieckie pornosy są lepsze.
 PS2: I już tak z grubej rury " Zło dobrem zwyciężaj ".
Powodzenia i do prokreacji !!!!!
( Nie na temat korpo ale czy cały świat kręci się wokół korpo ? )

środa, 2 września 2015

KIEROWNICZKA

-Nie widzę u Ciebie zafokusowania na pozycję top performera -powiedziała Moja Nowa Kierowniczka Regionalna, oglądając trzymane w ręku Ray-bany, kluczyki z breloczkami, i-phone, tudzież oglądając samą rękę, a konkretnie paznokcie żelowe ombre.
-Prawdę mówiąc, mam inne targety-odparłam w korpo-mowie ( prawdę mówiąc tak ! )
-Oj, bo się nie polubimy- pogroziła pazurkiem Kierowniczka.
Nie polubimy się,wiem to od początku.
Ale możemy się nienawidzieć a to uczucie znacznie bardziej emocjonujące i trwałe :-P

środa, 19 sierpnia 2015

CUD MNIEMANY

Wiem, że to wygląda nierealnie, ale udało się załapać na zastępstwo-kobieta w wieku produkcyjnym jest na macierzyńskim, zatem zastąpi ją kobieta w wieku poprodukcyjnym.Czyli ja.Nawet jak wyniku nie zrobię to w ciążę na pewno nie zajdę ;-) A jeśli -po cudownym poczęciu-zajdę, to mam umowę na czas określony i w odpowiednim czasie mają mnie z głowy.
Nowa korpo ma na starcie przewagę nad starą korpo, że nie jest tą starą -a gorzej niż w starej już być nie może, potwierdzają to nawet opinie na goworku.Teren mam, na którym kiedyś byłam,zresztą : gdzie ja już nie byłam ??????( pytanie retoryczne ) .Samochód z GPSem jest,telefon z GPSem jest,kierownik jest czyli niezbędne wyposazenie repa mam.Zatem do dzieła !

poniedziałek, 25 maja 2015

TELEFONY W MOJEJ GŁOWIE

Wszystkie kasty pracownicze w byłej ( ach, ach ) korpo mi zazdroszczą.
" Masz już TO poza sobą "
" Możesz wreszcie robić to, co lubisz " itp. itd.
Dziwnym trafem pocieszając mnie wszyscy dalej dobrowolnie w TYM tkwią, ciesząc się, że tym razem nie ich dotknął palec opatrzności.
Dzwonią ci, którzy nigdy nie dzwonili -z ciekawości.
Dzwonią wierni-czy się nie załamałam.
Dzwonią okazjonalni, obszernie opowiadając, jak się właśnie męczą w pracy-jakbym nie wiedziała, na czym ich praca polega, skoro przez 15 lat wykonywałam tą samą.
Mogę robić to, co lubię czyli spać, aczkolwiek nikt na razie nie zaproponował mi za to kasy.
Mogę zacząć robić swetry na drutach-do zimy zdążę.
Mogę zacząć robić przetwory-do lata się nauczę.
Mogę chodzić na fitness-do jesieni schudnę ( chociaż na pracę w jakiejkolwiek firmie farmaceutycznej jestem i tak dużo za dużo za stara )
Jedno nie ulega wątpliwości - MUSZĘ zarabiać pieniądze, zatem idę do pracy.

piątek, 22 maja 2015

PRZERWA

Była przerwa.
Po pierwsze kompletnie zapomniałam hasła, chociaż wszystkie moje hasła są podobne..tak podobne, że zapominam, ktore słuzy do ktorego konta i jaką ma cyferkę na końcu.
Po drugie - zostałam zwolniona :-P To znaczy-wróć-mój etat został zredukowany. Był to zaiste elegancki sposób przekazania mi, że jestem po prostu za stara, za brzydka już i za bardzo wypalona.A poza tym ucięto moje ewentualne pretensje od razu podsuwając odprawę -godziwą, aliści w porównaniu z brandowymi korporacjami-nędzną. Ale-LUDZIE-nie jestem już korposzczurem, nie muszę targetować, nie jestem kołczowana, nie dostaję IMSów, nie rozliczają mnie z GPSów, nie okupuję też non stop przychodnianych sedesów cierpiąc na korporacyjną biegunkę. Same plusy, o czym zresztą przekonują mnie wszyscy znajomi, nadal pracujący w korpo i odmawiający dziekczynny różaniec za to , że to ja, a nie oni, wyrobiłam kwartalną liczbę zwolnień.
TYLKO ZA CO JA QRWA BĘDĘ ŻYĆ, OTO JEST PYTANIE ! :-P

poniedziałek, 2 marca 2015

MY I MAC

Zniknęłam się. Bo też i nic ciekawego, poza falą zwolnień, nie było. I tu refleksja-dlaczego w wiekszości znanych mi firm zwolnienia pracowników odbywają się na Macu? Czy ścisły związek pojawienia się McDonaldsów po transformacji ustrojowej i pojawienie się zawodu repa po tejże transformacji jest gdzieś zapisany w kodeksach pracy nieformalnych ????
Zwolnienie zresztą to cała misterna procedura. Przyjeżdża kierownik-ot, tak, jak zwykle, żeby z Tobą popracować. ON wie, Ty nie, więc jest zabawa, bo starasz się przypodobać, popisać itp. zupełnie nie przypuszczając, że pracujesz dzisiaj z wyrokiem. W tym czasie drugi, obowiązkowo obecny zwalniający kierownik z innego terenu dojeżdża do Maca i tam się tajniaczy. Bywało, że i w ubikacji .Na sygnał od kierownika nr 1 czeka. Dlaczegóż ? Bo zdarzali się nerwowi pracownicy, którzy na widok nr 2 uciekali krzycząc : jestem na zwolnieniu!!!! A tu chodzi o to, żebyś był człowieku w pracy i byli na to świadkowie.
Po ciężkim dniu pracy kierownik zaprasza Cię na omówienie przy kawce na Macu ( auto nr 2 jest z reguły tajemniczo zaparkowane w ustronnym, niewidocznym miejscu ).Zamawiacie, siadacie i wtedy następuje TEN MOMENT-Z KIBLA WYŁANIA SIE NR 2 Z PAPIERAMI.I już wszystko jasne.....pytanie tylko: za co ? Jak trafisz w dobry czas to powodem jest redukcja etatów i odprawa !!!! Jak nie jest źle - porozumienie stron. Jak jest źle-wyp...z naganą.
Haczyk-nie można zwolnić za  brak wyników, bo pracą repa nie jest wynik, tylko informacja. Ale wylatujesz za brak wyniku-stąd konieczność dorobienia ideologii-bo GPS się nie zgadzał z miejscem pracy, bo raport za późno, bo faktury podejrzane, bo zupa za słona .........
I JUŻ JESTEŚ POZA SYSYTEMEM :-P

piątek, 9 stycznia 2015

CYKLÓWKA

Normalni ludzie przejmują się : Świętami, Sylwestrem, Nowym Rokiem, Trzema Królami i ogólnie wolnym. Rep ma w grudniu bądź na początku stycznia zadanie pt. Cyklówka. Przed Świętami i tak trzeba : złożyć większości lekarzy idiotyczne życzenia  plus kalendarz firmowy albo-jak w tym roku - tuja w doniczce , zrobić target na następny rok czyli kogo ,gdzie i kiedy i z czym będziemy odwiedzać, jak nas nie wypieprzą. Target w wersji elektronicznej i papierowej. Rok kończy się 31 , biuro pracuje do 20 czyli szary rep musi zakończyć rozliczenia rachunków do 10 -kto wie dlaczego ? Ja nie wiem. Więc już na starcie Świąt jest się zmęczonym i steranym jak choinka na Wielkanoc. A potem wszak CYKLÓWKA.
Na cyklówce ,czyli spędzie ogólnofirmowym ,fajne jest to, że mogą Cię zwolnić-dlatego nie ma sensu dzwonić wcześniej do hotelu i podchwytliwie pytać, czy jesteśmy na liście noclegowej, bo nikt nie odpowie. Drugie fajne jest to, że dają alkohol i masz się bawić, ale tak, żeby się za bardzo nie bawić i nie dać podpuścić menadżerom w osobistej rozmowie-oczywiście można się wywnętrzyć dowcipnie, mówiąc do field forcea ,że i tak nie robimy wizyt w przychodni tylko siedzimy w kiblu z gazetą. Niestety jest to z reguły ostatni bon mot, jaki udało nam się stworzyć w korporacji. Super jest fakt robienia tzw. firmowej Wigilii z dyską do białego rana i wódką, kiedy następnego dnia po 4 wykładach od 9 rano zapieprzamy do chaty 350 km.
Wykłady są i podczas nich przynajmniej można się przespać-jeśli siedzimy za kolegą Januszem, za sobą mamy rozłożystą koleżankę a obok ścianę. Nie siadamy w ostatnich rzędach, bo za ostatnim rzędem ustawia się rząd menedżerów pilnujących ciszy i spokoju. Jedyne oznaki życia przejawiają wszyscy, gdy mowa o budżetach na następny rok-ostatnio jednak entuzjazm szybko ucicha.
Oj były onegdaj bale z kabaretami, DJami i wodzirejami w firmie naszej. Ale nadszedł czas kryzysu i jedynym występem w bieżącym roku był popis wokalny dwóch koleżanek z terenu i kolegi gitarzysty . Dlaczego akurat oni , a nie ktokolwiek z setki repów z różnych miast pozostanie zagadką dyrektora. Był Krawczyk, był Perfect czyli zespół się sprawdził.
A biorąc pod uwagę, że już sześć osób w obecnym 2015 roku się zwolniło ( z własnej woli ), to jest szansa ,że za rok nie będzie nikogo, kto by bal i Krawczyka pamiętał. :-)