Łączna liczba wyświetleń

ALWAYS LOOK AT THE BRIGHT SIDE OF LIFE

środa, 30 grudnia 2015

I WANNA BE KLOZET TO YOU

Moją pasją klozety są od dawna...w pierwszej robocie właściciel akurat urządzał sobie willę i "pracowaliśmy " z czterema sedesami na zapleczu, a księgowa nawet potajemnie jadła śniadanie zasiadając na którymś tronie pomiędzy regałami.
W parcy przedstawiciela kible również mnie nie opuszczały...akurat oddział szpitalny w miescie K na wschodzie Polski się remontował i ja, jako zaprzyjaźniona jednostka, miałam mieć udział finansowy w tym przedsięwzięciu ( w ramach wyróżnienia i ewentualnego subtelnego rewanżu potem ). Spodziewałam się - i ja, i mój kierownik, próśb o laptopy, drukarki albo chociażby o klimatyzację..tymczasem ordynator w tajemnicy się zwierzył, że brakuje im eleganckiej muszli klozetowej i czy mogłabym....
Mus to mus. Kierownik zbaraniał, zamyslił się i rzekł : kupuj ten kibel, rozliczymy go jako ....komplet naczyń z porcelany :p
Lat temu 18 na szczęście komputeryzacja nie opanowała większości sklepów i dało sie rzeczony sedes jako naczynie ( w domyśle : gastronomiczne ) zafakturować. Wyższy szef się ponoć dopytywał, co to za droga zastawa stołowa była, ale słowo " Rosenthal " zamknęło mu usta.
Kozet kupiony, zatem jedziemy z nim do miasta K służbowym autem kombi : ja, muszla i mój kierownik. Co prawda byłam w 8 miesiącu ciąży,ale w tamtych czasach to absolutnie nie była choroba. Podjeżdżamy pod szpital i , zakasując rękawy, bierzemy się z kierownikiem za muszlę. Drepcząc truchcikiem po korytarzu mijamy sanitariuszy, którzy spojrzeli na nas dziwnie i jeden nieśmiało spytał :
- Pani to do porodu z własnym sedesem ?

środa, 23 grudnia 2015

CZŁOWIEK- CHOINKA

Nie umiem pisać specjalnie mądrze. Ani ładnie. Ani wzruszająco. Od tego są lepsi na zaprzyjaźnionych blogach i niech tak zostanie. Zawsze chciałam wywoływać uśmiech na twarzach...albo rechot...albo wymioty ze szczęścia ( bywa i tak :p ) Jeśli mi się to w tym roku udało i jeśli pośmialiście się zdrowo, czytając wpadki mojego życia, to obiecuję, że w Nowym Roku nic się nie zmieni...w moim wieku z głupoty już się nie wyrasta.
A Święta niech każdy przeżyje, jak chce - byle mu to dało radość a innym nie zrobiło krzywdy.
Fariatkom dziękuję za to, że są :))))
Rybokawiarni dzięki za przygarnięcie bezdomnej żyrafy.
I w ogóle - obyśmy tylko zdrowi byli !
PS. Kto chce zajść w ciążę to zapisy na przyszły rok w toku :p



piątek, 18 grudnia 2015

WIEŻA BABEL part 2

Gdzieś na trasie Tarvisio-Wiedeń, durch Alpy....noc ciemna, my zmęczone, zatem odpoczynku w luksusowym samochodzie Toyota Auris hatchback służbowym czas. Ostatnio spałyśmy na jakimś zadupiu i śnili nam się zboczeńcy, więc teraz stawiamy na bliskość ludzi.
I objawia nam sie stacja benzynowa, duży parking, ciężarowki...cudo po prostu, nawet wysikać sie mozna w normalnym klozecie. Kładziemy się systemem poprzecznym tym razem, czyli jedna zajmuje dwa siedzenia przednie, druga tylną kanapę. System podłużny nam sie znudził. Osoba z przodu w systemie poprzecznym śpi co prawda nerkami na hamulcu ręcznym ( to ja !!!! ), za to długonoga z tyłu śpi pokurczona, szczegolnie jak miażdżę jej kolana podstępnie opuszczanym siedzeniem.
Zasypiamy...i zaczyna szczekać pies. Hau...hau,hau,hau...hau...hauhau...hauhauhauhau...bez przerwy.
Cierpimy w milczeniu z pół godziny, pies nagle milknie i z ogromnym pierdnięciem zapala silnik TIR, stojący obok nas. Nie odjeżdza ci on, o nie, po prostu stoi...i stoi...i stoi i pierdzi..kolejne 20 minut.
Nie wytrzymuję i ryczę do " tylnej kanapy ":
-A ten ile, k...a, bedzie tak pierdział ???!!!!!!
na co D flegmatycznie spod kocyka :
-Aż pies odpocznie i będzie kontynuował.
Prorok jak nic :p

czwartek, 17 grudnia 2015

WIEŻA BABEL

Będzie temu ze trzy lata, jak wyruszyłysmy z moją przyjaciółką na literę D w świat- samochód służbowy Toyota, my, mapa papierowa  i skromne zasoby w gotówce. Jedno było wiadomo, że jedziemy na Zachód i nie zwiedzamy, tylko napawamy sie ludzkim życiem i przyrodą.
Niedaleko stacji benzynowej gdzieś w Hiszpanii zobaczyłysmy parę trzymającą tekturę z napisem Madrid. Decyzja od razu zapadła : bierzemy !!!
Para młodych ludzi wylewnie podziękowala nam po angielsku i jedziemy.
- Łot du ju du in Spejn ? -zagadnęła moja przyjaciółka i w tym języku zaczęliśmy przez ponad dwie godziny prowadzić niewymuszoną pogawędkę, bo oni studiują a my już, niestety, nie, za to my mamy samochód a oni nie, oni już byli w Barcelonie a my bedziemy, jak się nie zgubimy.
Nagle moja D spojrzala w lusterko i mówi :
-Stara, oni mają na koszulkach napis Zawisza Olbięcin !!!
Para z tyłu nagle zgłupiała i zadała nam odkrywcze pytanie :
-A dlaczego wy mówicie po polsku ?
Na co Doris :
-Bo umiemy od urodzenia :p
Nowo zapoznany kolega z tylnego siedzenia westchnął :
-I po ch.....żeśmy się przez tyle godzin z tym angielskim męczyli.......

niedziela, 13 grudnia 2015

PRZEBOJE I PODBOJE

Dół jesienny sprowokował mnie do przypomnienia sobie jakichkolwiek sukcesów emocjonalno-erotycznych w moim zyciu. Szukając-znalazłam !!!!
Miasteczko K w lubelskiem, gdzie udałam sie robić wizyty lekarskie jak co 2 tygodnie w mojej firmie. Przychodnia w tzw. starej dzielnicy czyli większość pacjentów po 60-tce odwiedzajacych swoich doktorów regularnie co tydzień, bo "trzeba się pokazać".
Idę pod gabinet i juz widzę zasiedziały kobiecy tłum , jeden męski wyjątek śpi smacznie oparty o ścianę. Woń standardowa czyli stary mocz, pot, i wiew alkoholowy od śpiącego rycerza.
Od razu zostałam rozpoznana jako wróg ( chociaż też pachniałam potem, bo upał był niezgorszy ) i się zaczęły docinki :
-Się nie rozsiada, bo i tak nie wejdzie.
-My som chore i nie puścimy na pogawędki.
Ja milczę, panie mają ton głosów donośny ...toteż nagle osobnik spod kąta wstał, omiótł spojrzeniem poczekalnię i ryknął :
-A wy mohery do domu, z różańcem siedzieć ! A tera wchodzę ja ...i ta pani !
Drzwi sie od gabinetu otworzyły, pan szarmancko pocałował mnie w rekę i trzymając mnie pod ramię ( żeby się nie przewrócić wespół chyba ) wszedł do gabinetu.
Pani doktor od razu rozpoznała stałego bywalca mowiąc :
-Panie Pączek ( nazwisko autentyczne ) czego pan się awanturuje ?
-Ja sie nie awanturuję tylko kobieta jest napastowana, a mnie recepty potrzeba !
-A co wypisać ?
Tu pan Pączek mnie zaskoczył......od razu rzucił przygotowany zestaw :
-Viagrę raz i Relanium 5 !!!!
Po otrzymaniu recepty poczekał na mnie w gabinecie, żeby po wyjściu przed tłumem bronić, i na pożegnanie powiedział :-jakby pani zainteresowana to ja tu w każden wtorek w MOPSie jestem i zapraszam !!
Niestety śmiałości mi zabrakło i do tej pory Pączka nie skonsumowałam :(

piątek, 11 grudnia 2015

DOBRY, ZŁY I PASKUDNY

Jak Święta to zapominamy o pracy i skupiamy się na aspekcie kulinarnym.
Bigos mojej teściowej zawsze jest wybitny- lekko kwaskowaty, z dużą zawartością grzybów i, jak by to nazwać- spoisty, mówiąc elegancko albo kleisty, mówiąc wprost. Postanowiłam kilka lat temu dorównać mistrzyni i zrobić wszystko według jej przepisu. Teściowa jakoś nie była rozmowna :
-no jak zwykle robię, co ty bigosu nie robiłaś ?
-robiłam, ale jakiś taki sypki mój jest
-no bo grzyby trzeba dodać i mięso odpowiednie
-a odpowiednie to jakie ?
-no takie, jak zwykle !
Tajemnicę rozwikłał dopiero mój szwagier, pytając przy mnie niewinnie :
-a ten ryj, mamo, co zawsze dodajesz do bigosu, to od sąsiadów wzięłaś ??????

poniedziałek, 7 grudnia 2015

NIEZNOŚNA LEKKOŚĆ CZASU

Nic na to nie poradzę, że lubię łączyć pożyteczne z przyjemnym - a raczej lubiłam, pracując w korporacji, czyli łączyłam pożyteczne zarabianie pieniędzy z przyjemnościa poznawania interesujących mnie lekarzy, koniecznie bez łysiny !
I akurat mi wpadł w oko Michał, tak na oko młodszy ( jak zwykle ), ale wyedukowany muzycznie bardzo, stylistycznie w moim stylu czyli włos bujny rozwiany, buty pancerne..prawie ideał, bo na dodatek małomówny i mogłam przy nim swobodnie swój słowotok wylewać.
Konkretne spotkania kawowo-alkoholowe zostały z sukcesem odbyte, delikatne erotyczne zainteresowanie zaczęłam ze strony męskiej odczuwać, czas było poznać się bliżej- oczywiście z mojej strony dawkując informacje bardzo dyskretnie, bo życie długie juz dosyć było i bujne.
Ale temat muzyczny zawsze bezpieczny , szczegolnie przy zbieżności gustów, więc on Joy Division, ja Depeche Mode, ja Jim Morrison, on Cindy Lauper, aż zeszło na muzykę polską lat dawniejszych.... więc on Republika a ja...niefrasobliwie.....rzekłam :
 "Żeby poczuć tamtą muzykę to trzeba było być w środku wydarzeń, jakie były numery na Jarocinie w '84..."
Michał z lekka ostygł w emocjach, przyjrzał mi się wnikliwie i skomentował :
" Kasia, ja wtedy miałem trzy lata ........"
I cala moja konspiracja wiekowa paszła.........!!!!