Łączna liczba wyświetleń

ALWAYS LOOK AT THE BRIGHT SIDE OF LIFE

piątek, 29 stycznia 2016

A VIEW TO A KILL

Mój tato jest gospodarny, a za życia mojej mamy nawet zajmował sie kompleksowo domową gastronomią. My, kobiety  ( a ja byłam wtedy młoda i jeszcze głupsza ) obserwowałyśmy jego poczynania siedząc przy kuchennym stole i malując paznokcie albo czytając prasę albo podśmiechując się z kulinarnych prób twórczych.
W tak zwanych porach letnich gospodarz domu gotował  w archaicznych slipach, popularnych w tamtych czasach czyli latach 80 XX wieku, mało elastycznych, w kolorze spranej bieli. I właśnie wtedy, kiedy ojciec któregoś razu smażył omlety, wpadłyśmy z mamą na super dowcipny pomysł urozmaicenia popołudnia- wzięłam skorupki z rozbitych jajek i wsadziłam tacie w slipki, delikatnie odginając gumkę.
Najpierw rozległ sie chrzęst zgniatanych przez pośladki skorupek.
Potem resztki śluzowatego białka zaczęły ściekać.
A potem tato runął jak długi na gumoleum.
Mama, jako lekarz, podjęła czynności...
Ojciec, słysząc chrzęst i czując ściekające białko, doszedł do wniosku, że nagle pękły mu jelita.
I zemdlał ze strachu.
Wypomina mi TO do dziś.

poniedziałek, 25 stycznia 2016

DWUNASTY GROSZ DLA JADZI, NIECH SE JADZIA WSADZI

Jadwiga jest oazą spokoju. Jadwiga wie wszystko, a jak nie wie, to i tak wie. Dlatego podróże firmowe z Jadwigą kształcą.
Lot na służbowy wyjazd integracyjny do  MediolanU był dla mnie, jak zwykle,  stresujący. Liczyłam na kojące towarzystwo Jadzi, okazało się, że owszem, jesteśmy sąsiadkami, ale nasze siedzenia oddziela przejście dla stewardess. Samolot zaczął kołować, nagle stanął ( i zgasł - jak skomentował kolega siedzący z tyłu ), po czym nadszedł juz TEN moment rozpędzania do startu. Widząc przerażenie w moich oczach Jadwiga chwyciła mnie za rekę z komentarzem :
-Jakby co, to ja Cię trzymam !
Rzeczywiście perspektywa spłonięcia przy starcie z dłonią w dłoni Jadzi jakoś mi się wydała lżejsza do zniesienia, szczególnie, że Jadwiga szczegółowo opisywała wszystkie myśli i manewry pilota celem uspokojenia mnie.
- O, teraz trochę trzęsie, bo pilot lotki zmienia..chowa podwozie ....leci ostrożnie, bo też chce do domu dolecieć...jest też drugi pilot, jakby ten nasz zasłabł..
Przestał mnie więc niepokoić samolot, natomiast zaczął siedzący za mną pasażer, umięśniony brunet w typie południowym. Najpierw konferował o czymś po włosku ze stewardessą, potem przeszedł się wzdłuż samolotu zaglądając na chwilę do ubikacji.
- Może to jakiś antyterrorysta ? - zapytałam kolegi obok.
-Albo terrorysta czy jaki z mafii ?- wymyslił kolega.
Facet powrócił na miejsce za mną i zaczął z przebiegłym usmieszkiem obserwować pasażerów. Jak to Włoch z mafii.
-Ty, a jak on się rzuci na mnie, ten typ z tyłu ? I zacznie dusić ??!!! - krzyknęłam do kumpla, bo silniki warczały.
Inny firmowy kolega, siedzący dwa rzędy dalej, odkrzyknął :
-To w ryj mu przyłożę i tyle !!!
Bardzo mnie to ubawiło, Jadzię również...może dlatego, że wypiła, więc dodała swoje trzy grosze :
-A tak ten pan przyzwoicie niby wygląda ....a może to na dodatek gwałciciel i pedofil !
-Włosi wszyscy tacy -stwierdziła szefowa marketingu ( trzy rzędy dalej ).
Tu musiała przerwać, albowiem podchodziliśmy do lądowania i Jadzia musiała wytłumaczyć mi cały proces, jednocześnie ściskając dłoń.
Po podniesieniu się z miejsc mafioso-terrorysta pochylił sie ku mnie i grzecznie zapytał :
- Przepraszam, która jest godzina ?
PO POLSKU.

piątek, 22 stycznia 2016

ZEMSTA NIETOPERZA part 2

W POPRZEDNIM ODCINKU :
zamieć, lód, samochód w rowie, Kasia bezładnie pełzająca po podłodze ( czyli dachu ), Jadzia wisząca w pasach do góry dnem.

Opuszczenie szyby korbką spowodowało potężny wsad śniegowy do środka i mój atak paniki, który poskutkował okrzykami : ratunku ! na zmianę z : pomocy ! Nagle przez śnieg przedarła się pomocna męska dłoń, dzięki której udało mi się nie tylko wyjść na zewnątrz w zaśnieżony rów, ale i namówić Jadwigę do wypięcia się i opuszczenia lokalu ( dłoń umiała mówić, a nawet przekonywać :p ) Pomocni panowie byli kompletnie nietrzeźwi i w świetnych humorach i od razu uprzedzili, że skoro wzywamy policję ( takie były standardy w korpo ) to oni się zmywają, bo po alkoholu są w stosunku do policji stosunkowo agresywni.
Do radiowozu wsiadłam ciągnąc za sobą walizę z kuferkiem, za mną podążyła lodowata w emocjach jak muszla klozetowa Jadźka. - bez bagażu.
Policjant zadał standardowe pytanie o numer rejestracyjny auta i w tym momencie Jadzia wyciągnęła z odmętów kożucha...urwaną tablicę rejestracyjną z komentarzem :
- Sobie pan przeczyta jak pan umie :)

A dlaczego w samolocie trzymamy się z Jadzią za rączki...
W NASTĘPNYM ODCINKU !

czwartek, 21 stycznia 2016

ZEMSTA NIETOPERZA part 1

W zeszłym bodajże roku pisałam o firmowych spotkaniach cyklowych...taka korpotradycja, zawsze
( przynajmniej w mojej firmie ), kończąca się tuż przed Wigilią, żeby się za bardzo nie natrudzić w domu. Kilka lat temu takie spotkanie zorganizowano w Mikołajkach, bo wszak z każdego krańca Polski jest tam blisko, a i drogi na Mazurach jak marzenie. Dzień przed powrotem do własnych miejscowości sypnął śnieg, w nocy poprawił wiatr, a nad ranem ścisnął mróz. W dniu powrotu drogi były idealnie białe, pod warstwą śniegu pokryte zacnym lodem.
23 grudnia zatem wsiadłyśmy z koleżanka Jadwigą do służbowego wtedy Opla i ruszyłyśmy na Lublin z zawrotną prędkością 40 km/h. Zamieć szalała, za to w środku muzyka i miła atmosfera....dopóki Jadwiga nie najechała na pas lodu na poboczu. Nauki do egzaminu na prawko pobierałyśmy obie  w zamierzchłych czasach na "maluchu", nic dziwnego, że koleżanka próbowała hamować pulsacyjnie. Niestety tym się Opel różnił od "malucha", że miał ABS i pulsacje Jadwigi doprowadziły tylko do radosnych obrotów auta na środku drogi. Z typowo kobiecą zaradnością złapałyśmy się za ręce
 ( Jadzia oczywiście puściła kierownicę ) i z okrzykami - ona : Kasiu !, a ja : Jadziu ! walnęłyśmy w zaspę i spadłyśmy w rów na dach.
Po chwilowej niemocy odpięłam pasy i zadałam kluczowe pytanie :
-Jadziu, żyjesz ?
Jadwiga nadal wisiała na pasach głową w dół, zasłonięta opadającą spódnicą na kształt i podobieństwo nietoperza.
-Tak Kasiu-odparła życzliwie- a ty ?
-To może się odepniesz ? -zaproponowałam, na co Jadzia elegancko odmówiła , tłumacząc, że nie widzi takiej potrzeby.
Po kilku moich rozpaczliwych próbach wybicia szyby neseserkiem na kosmetyki wisząca Jadwiga spytała:
- A dlaczego właściwie nie otworzysz szyby korbką i nie wyjdziemy oknem ?
Moja odpowiedź była całkowicie logiczna i zgodna z sytuacją:
- Bo wybić będzie szybciej :p

poniedziałek, 11 stycznia 2016

ZAKLĘTE ( RE ) WIRY

Sprawny klozet w domu ważną jest rzeczą, szczególnie, gdy użytkowników wielu i niejeden z nich jest koneserem. Dlatego doprawdy wielką ignorancją z mojej strony było wylanie resztek spleśniałej zupy pomidorowej do muszli . Część płynna poszła. Zmiękłe warzywka nie zastanawiały się ani chwili. Ryż popłynął bez wsparcia spłuczki. W ostatniej chwili zauważyłam mięsną kość niezłych rozmiarów jadącą z prądem. Było, minęło, garnek się umyło i czekało na przyjście Bardzo Wymagającego Mężczyzny Mojego Życia z pracy. Zgodnie z rutyną pierwsze swe kroki skierował do toalety.......i po kilkunastu tradycyjnych minutach stamtąd wybiegł w slipach i dżinsach na kostkach, od razu miotając oskarżenie :
- coś ty znowu do cholery narobiła ?????
Rzuciłam okiem. Spuszczana woda przelała się z zawartością stałą na zewnątrz....i zamarła. Po pół godzinie stan był niezmienny...ubyło tylko rozlewisko na gumoleum. Po wlaniu roztworu Kreta przybyło tylko piany...po kilku godzinach zasadowa piana nadżarła fragmenty gumoleum, poziom płynu ustalił się na poziomie deski. Po dalszych  godzinach woda nabrała barw szambiastych, woń już dawno przekroczyła normy. MMŻ po skorzystaniu z ubikacji w przychodni na dole  namyślił się i stwierdził :
- musiałaś coś tam wsadzić !
Moja twarda odpowiedź : nic ! , nie zrobiła wrażenia. Po kolejnej godzinie ( muchy zaczęły nas tłumnie odwiedzać ) MMŻ zainteresował się :
-a może one tak do tej starej zupy lecą, co ją zostawiłem na parapecie ?
Tu zauważył brak zupy, rozdął nozdrza i rzucił oskarżeniem:
-wylałaś do sedesu ! A kość ?????????
Szkoda było udzielać oczywistej odpowiedzi, dostałam gumową rękawicę i foliową siatkę , za pomocą których miałam ręcznie udrożnić spływ. Niestety kość sięgła, gdzie ręka nie sięga, poza rozchlapaniem śmierdzącego szamba nie zdarzyło się absolutnie nic. Wieczór spędziliśmy korzystając z możliwości jednoczesnej defekacji z psem podczas spaceru.
A następnego dnia kolega Tadeusz z Zakładów Mięsnych zalał muszlę podgrzanym kwasem siarkowym i, po dokonaniu uroczystej inauguracji sedesu w nowej odsłonie, stwierdził :
- jak się pracuje ze zwłokami ( ? ) to trzeba umieć się ich pozbyć

poniedziałek, 4 stycznia 2016

TEORIA WIELKIEGO WYBUCHU

Blogowe koleżanki się rozmnażają na potęgę, w czym oczywiście niemała moja zasługa :p
Przypomniałam sobie z niechęcią czas przed transformacją ustrojową i akcją " Rodzić po ludzku ", kiedy to ja rodziłam moją pierworodną. Ponieważ termin wybrałam fatalny, w okolicy weekendu, to normalnym było, że coś pójdzie nie tak i nikt nie zareaguje, bo ...weekend. Sam magiczny moment na sali porodowej dzieliłam z siedmioma paniami na różnych etapach i panią położną, słynną w moim mieście Krwawą Mary, znaną z powiedzenia :
-Jak ci wkładał to się nie darła, to co się teraz drze ?
Zgodnie z moim poczuciem humoru dostałam zakażenia kilka dni po fakcie i , wreszcie po skończonym weekendzie, przyszła mnie obejrzeć zastępczyni ordynatora. Zaanonsowana zostałam przez położną :
- To ta pani, co nie chce wyjść ( ! )
Pani zastępczyni jadła akurat drożdżówkę, zatem nacisnęła mój brzuszek tylko jednym, ulukrowanym paluszkiem. Nikt się nie spodziewał, a przynajmniej ja, że nędzne zakażone resztki wylecą ze mnie z siłą wodospadu...akurat po kilku dniach bakteryjnego gnicia.
Pani zastępczyni ordynatora odskoczyła z drożdżówką w ustach, nie unikając jednakże zbryzgania, przełknęła kęs i ryknęła na mnie z całej siły :
-No wie Pani !!!!!!!!!!!!
Wstyd mi do tej pory. A Wam smacznego :p