Łączna liczba wyświetleń

ALWAYS LOOK AT THE BRIGHT SIDE OF LIFE

piątek, 29 kwietnia 2016

JANOWSKA MASAKRA PIŁĄ MECHANICZNĄ

Zwierzęta jakoś nie chowały się nigdy u moich teściów...nawet te najbardziej prymitywne jak, na ten przykład, muchy ścierwnice, padały jak rażone gromem pod celnymi ciosami Teściowej uzbrojonej w packę. Szczury zasiedliły piwnicę tylko raz...nakarmione przysmakami zmieszanymi z cementem rychło opuściły ten ziemski padół wynoszone osobiście przez matkę rodu za ogony. Króliki początkowo mnożyły się jak wściekłe, szczególnie, odkąd przyjechał na gościnne występy reproduktor od sąsiadów i w pół godziny obskoczył wszystkie panie, zarówno chętne jak i zajęte. Po pewnym czasie i matki, i potomstwo, zapadły na tajemniczą chorobę, podczas której oczy wyszły im z orbit, a ciało pokryły czerwone parchy. Wezwany weterynarz uznał, że choroba chorobą, ale mięso spożyć można jak najbardziej bez uszczerbku...i tak zaczął się u nas Rok Królika. Mimo ogólnego obrzydzenia w rodzinie żadne mięso innego gatunku nie było dozwolone do konsumpcji w myśl świętej zasady Teściowej :
-  No przecież nie wyrzucę !
Fakt, od jedzenia oparszałych królików jeszcze nikt nie umarł, czego sama jestem najlepszym dowodem. Co prawda Teść nie życzył sobie chorobotwórczych potraw i przed jedzeniem zawsze pytał:
- Czy TO w tym jest ?
ale nigdy nie uzyskał prawdziwej odpowiedzi.
Pies, ukochany Teścia owczarek "prawieniemiecki ", przeżył stosunkowo długo, bo zachorował licząc 6 lat i cichutko w nocy odszedł. Całe życie miał trudny charakter i, według Teściowej, i tym razem zrobił jej na złość, bo, zamiast umrzeć w domu, wszedł do budy, z której nie można było go wyciągnąć w pośmiertnym stężeniu. Buda została rozmontowana za pomocą piły.
Ponieważ ludność okoliczna zakopuje wszystko w lesie, wliczając w to stare bojlery i worki ze śmieciami, więc i zwłoki psie Teść zapakował w worek, umocował na bagażniku roweru Wigry 3 i pomknął z saperką do zagajnika. Z worka wystawały sztywne nóżki....i to one właśnie zaintrygowały leśniczego, który minął Teścia w lesie. Po krótkim pościgu zadane zostały wnikliwe pytania o gatunek przewożonego zwierzęcia. Teść bronił się dzielnie, odwinął nawet kawałek folii celem demonstracji i udowodnienia, że nie sarna to podstępnie zabita, a pies.
- A gdzie pan jedzie z tym psem ? -zaciekawił się leśniczy, bo w lasach janowskich na jednego grzyba przypada pięć zwłok zwierzęcych zakopanych i dziesięć worków z odpadami gospodarstw domowych.
- A z psem to na  spacer jedziemy ! - błyskotliwie wymyślił Teść.
Zwłoki do zagospodarowania dostałam, oczywiście, ja.

piątek, 22 kwietnia 2016

OGNIEM PIERNĄŁ, OGNIEM ŁYSNĄŁ

Głodny Owoc zna puentę, więc niechaj milczy !

Mój, znany z poprzednich postów tato, ma żołądek z żelaza i na tym organie jego odporność na bodźce się kończy. Zwoje umiejscowione poniżej, kilometrowych długości, są absolutnie nadwrażliwe, zasiedlone tajemniczą florą bakteryjną i strzelające focha w najmniej sprzyjających momentach.
Wielokrotnie studenci, słysząc podczas wykładów przedziwną kakofonię dźwięków, proponowali zakup pampersów albo chociaż kefiru i jogurtu z kulturami. Tato kultury i owszem, spożywa, ale do kondycji jego jelit spożycie ma się nijak. W sumie przez lata życia pogodził się faktem bycia człowiekiem z permanentną fermentacją...co nie znaczy, że zawsze i wszędzie lubi ten fakt eksponować.
Swego czasu grasował w okolicach parku akademickiego w naszym mieście zboczeniec, nie z tych  tradycyjnych ekshibicjonistow, znanych i lubianych w naszej dzielnicy, ale prawdziwy zboczony zboczeniec gwałcący. Nawet proboszcz poprosił okolicznych mężczyzn z psami o patrole obywatelskie w okolicach celem ochrony powracających studentek. Tato, jako obywatel, katolik i posiadacz owczarka niemieckiego, ochoczo w tych patrolach uczestniczył. Wybrałam się ktoregoś wieczora wiosennego i ja. Po obu stronach alejki, w otoczonych żywopłotem wnękach ustawiono ławeczki- dla romantycznych par i żeby zboczeniec miał się gdzie zaczaić. I właśnie w takiej alejce jelita się tacie dramatycznie zbuntowały, że- za przeproszeniem- pierdnął jak z armaty. Szelest żywopłotu uświadomił mu, że być może ktoś jest w okolicy.... więc tato, na wszelki wypadek , na cały głos skarcił psa :
- Bari- bo tak miał nasz owczarek na imię- byś się wstydził !!!!
Pies rzeczywiście sie zawstydził, skoro każą, natomiast z intymnie ulokowanej ławeczki nagle powstała wzburzona para.
-Panie- odezwał się zbulwersowany chłopak- sam pan byś się wstydził. Pierdzi jak dzwon Zygmunta
 ( ? ) i na psa zwala. Zboczeniec jeden !
I tajemnica się rozwikłała.

sobota, 16 kwietnia 2016

WIELKIE ŻARCIE

Mój, znany tutejszemu gronu tato, aczkolwiek jest wykształcony w kierunku weterynaryjnym i mikrobiologicznym, jakoś nie bardzo wierzy w bakterie i konieczność obróbki pewnych potraw. Bez żadnych oporów potrafił spożyć kawałek kabanosa, znaleziony w okresie głębokiego kryzysu na płycie nagrobnej na cmentarzu. Nie do końca jest do tej pory przekonany, że chińskie, pachnące gumki jadalne nie są. Bo grafitowe wkłady do ołówków oczywiście są.
Mając swego czasu małe dzieci, na dodatek chorujące, używałam bezkompromisowych metod terapeutyczno- diagnostycznych:  najsampierw termometr rtęciowy do odbytu, następnie, w razie konieczności, czopek w tenże sam otwór. Niektóre bolidy były w zbyt dużej dawce, więc należało przerżnąć je na pół. Procedura wymagała szybkości : należało czopek zaraz po wyjęciu przepołowić i biegiem zaaplikować, zanim pacjent się zorientuje. Akurat, któregoś pięknego wieczoru, w nerwach aplikowałam połóweczkę pomiędzy wierzgające synowe nogi, kiedy z kuchni dobiegł mnie przedziwny chark...a następnie przekleństwa.
Tato z niesmakiem odwrócił sie ku mnie i spytał :
- Kto kupił takie świństwo ?
Rozłożyłam bezradnie ręce, bo trudno przewidziec, co akurat zjadł i skąd.
-No tą białą czekoladę wstrętną, kto kupił...ledwo przełknąłem !!!!!
Leżąca na desce do krojenia pokruszona połówka czopka z Pyralginą zniknęła bezpowrotnie.........

niedziela, 10 kwietnia 2016

CZTERY WESELA I POGRZEB

Ciocia Halina ( urodzona Stanisława, ale, z nieznanych obecnemu pokoleniu przyczyn, uważała, że imię Halina brzmi modniej i sexy ) była moją idolką od dzieciństwa. Rodzona siostra mojej babci, Zofii, nie odbiegała od niej krewkim temperamentem , a spotkania zawsze zakończone awanturami z przeklinaniem :
-Ja ci, Zocha, źle nie zyczę, ale Pan Bóg cię pokarze za moją krzywdę !,
były miłym urozmaiceniem rodzinnych spotkań.
Ciocia Halina miała ogromne powodzenie u mężczyzn, poparte wrodzoną potrzebą nadmiernej konfabulacji. Nie było na świecie faceta, który nie wpadł w jej sidła. Wystarczyło, że mój tato wspominał swoje wrażenia z koncertu Stonesów w Warszawie i niesamowite ruchy wokalisty, a już ciocia Halina chrząkała znacząco "
-Ach, Mick Jagger ...spotkałam go w pociągu z Białej Podlaskiej do Wohynia, śpiewał dla mnie w przedziale, a co potem, to przy dziecku nie powiem !
Dla dziecka, czyli mnie, nie było nic dziwnego w podróży Jaggera pociągiem osobowym relacji Biała- Wohyń, tak jak i w tym, że znany polityk włoski Aldo Moro został zastrzelony przez Czerwone Brygady z powodu sporu pomiędzy nim a przywódcą terrorystów ...o rękę cioci Haliny oczywiście !
Po informacji telewizyjnej o wyborze Papieża Polaka tato proroczo westchnął :
-Zaraz Halina zadzwoni, że Karol Wojtyła wiersze o niej pisał !
Nie pomylił się...
Oczywistą sprawą było zatem, że mężowie wszystkich sióstr , z mężem mojej babci, Zofii, na czele, żenili się z innymi tylko dlatego, że Halina była wiecznie zajęta.
Na pogrzeb mojego dziadka, Kazimierza, ciocia Halina przybyła w czerwonym płaszczu, zółtym kapeluszu z dużym rondem a la Sophia Loren, owinięta barwnym szalem w kwiaty w stylu " ostatnia podróż Izadory Duncan ". Tłum pogrzebowy, w czerń odziany, nie krył swojego zdziwienia, a nawet niesmaku. Natomiast ciocia Halina wyjaśniła  motywy swojego optymizmu rzucając na płytę nagrobną wiązkę kolorowych frezji :
- Przecież wiadomo, Zocha, że on szczęśliwszy w trumnie niż z tobą !

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

FATALNE ZAUROCZENIE

Post ten dedykuję Klarce, a właściwie Waldemarowi, którzy zainspirowali mnie za-wzięcie i za-żarcie ;)
http://krysiarysiu.blogspot.com

Szymona spotkałam po latach początkowo na kilka godzin. Okazał się być bankowcem po studiach w NY, mieszkańcem modnej nowojorskiej dzielnicy, człowiekiem zamożnym i ustabilizowanym ( żona, syn, obszerne mieszkanie ), w garniturze od Armaniego. Koleżanki straciły dech z zazdrości.
Spotkaliśmy się kilka razy na niezobowiązującą kawę.
Okazało się, że skończył ekonomię, ale w banku to jeszcze nie pracował. Modna dzielnica to Bronx 
( przypadał on ci jeden na stu afro- amerykaninów i dwustu latynosów, faktycznie mógł być zatem popularnym mieszkańcem). Lokal w zasadzie ma żona, która jest była. Garnituru na co dzień nie nosi. Koleżanki znowu zaczęły ze mną rozmawiać.
Żal mi się gościa zrobiło i spotkaliśmy się kolejne kilka razy. 
Okazało się, że ma licencjat z ekonomii, ale pracował przy sprzątaniu azbestu w fabryce ( ale płuca ma zdrowe ), żona była złą kobietą i zabrania widywać się z synem, ale każe płacić , dlatego on pracować chyba tu w Polsce nie będzie, skoro to taki dziki kraj. Skoro nie pracuje, to może ubierać się w dres. Koleżanki zapragnęły go poznać.
Moja empatia i sympatia wybuchła z taką siłą, że zamieszkaliśmy razem ...to znaczy on u mnie, bo nie miał gdzie.
 Okazało się, że niewiele mu do życia potrzeba, bo jedynie alkoholu, papierosów i dywanika do spania ( z łóżka łatwo spaść ). Z radością rozpoznałam w nim typ swojskiego pijaka, zboczeńca i dresiarza. Koleżanki zawyły z radości.
Razem radośnie popadliśmy w długi, ja zarabiałam, on wydawał, ja sprzątałam, on często-gęsto wymiotował, ale nie skarżyłam się, żeby go do siebie nie zniechęcić, że jakaś marudna, stereotypowa baba jestem.
 Po trzech latach sielanki, czasami z udziałem policji, zastałam Szymona umytego, wypranego i trzeźwego.
-Zapisałem się na terapię- orzekł dumnie- dla alkoholików ! I pracy trzeba poszukać...
-A co ci nagle do łba strzeliło ?- spytałam, bo żyliśmy niekonwencjonalnie, w myśl zasady " live fast, die young ", a tu taka siurpryza niemiła.
-A bo cię kocham - powiedział i w tym momencie coś we mnie pękło.
To on mnie kochał trzy lata, a ja się tak starałam o jego względy ?
Wyrzuciłam darmozjada na zbity pysk .