Łączna liczba wyświetleń

ALWAYS LOOK AT THE BRIGHT SIDE OF LIFE

wtorek, 31 maja 2016

SYPIAJĄC Z WROGIEM part 1

Zaiste nie wiadomo, jakiż to złośliwy palec losu połączył brata mojego taty, czyli wuja, i ciocię , noszących notabene baśniowe imiona Jaś i Małgosia. Ciocia twierdziła zawsze,że to wyjątkowa złośliwość natury postawiła na jej drodze " tego kurdupla ", który " chodził, chodził aż wychodził ". Wujo rzeczywiście wzrostem był zawsze mierny, obecnie wręcz przypomina wysuszonego smardza, za to umysłowo bogaty, acz milczący. Ciocia Małgosia natomiast, w opozycji do mężowskiego spokoju i wyciszenia, zawsze była osobą nadaktywną . Konflikty wręcz pchały się w jej ręce- a to sąsiad z balkonu obok został naturystą i ostentacyjnie wieszał wyprane gacie, kiedy ciocia zażywała świeżego powietrza, a to sąsiad z góry grał na akordeonie, co zmusiło ciocię do katowania sąsiada z dołu stukotem ortopedycznych drewniaków o 5 rano....dla równowagi w przyrodzie.
Na stare lata, kiedy zewnętrzni wrogowie powoli się wykruszyli, ciocia ruszyła do batalii wewnątrzdomowej. Skoro wujek zaczął być wielbicielem ojca Tadeusza i prenumeratorem Dziennika- jego żona natychmiast dokonała aktu apostazji. Mieszkanie zostało skrupulatnie podzielone - dlatego ciocia, władająca kuchnią, jest najedzona, za to prane w kuchennym zlewie bluzki nie wyglądają zbyt świeżo, wujek natomiast, jako dumny posiadacz łazienki, jest pachnący, za to wyniszczony i z anemią. Stojąca w korytarzu wspólna pralka, pozbawiona dostępu do wody, bo nikt nie chce swojego kranu użyczyć, służy od dawna jako ukryty zsyp na śmiecie.
Walka przeniosła się również w wymiar transcendentny - ponieważ grób rodzinny  kryje zwłoki teściowej, ciocia zapisała swoje " w celach użyteczności medycznej ".
Nic dziwnego, że ksiądz chodzący " po kolędzie " od pewnego czasu z lękiem przestępował progi mieszkania wujostwa, nie wiedząc, czy wojująca antyklerykałka na pewno jest spacyfikowana. Wuj starannie przygotował dzień wcześniej kopertę ze stosowna ofiarą, księdza w swojej tajnej kwaterze pokojowej przyjął i serdecznie ugościł podgrzaną na spirali herbatą. Po kilkudziesięciu minutach i obejściu reszty mieszkań ksiądz wrócił i w stanie wzburzenia pokazał wujkowi wyjęty z koperty banknot.
Ciocia Małgosia radośnie popijała Chivas Regal w swoim pokoju, kupiony za " ofiarne " pieniądze zamienione przez nią na banknot z Monopoly.

wtorek, 24 maja 2016

DR HOUSE, DR KILDARE I DR MUREK

Spotkanie człowieka realnego socjalizmu ze zgniłym Zachodem bywało przeważnie bolesne. W naszej siermiężnej rzeczywistości wiadomo było co do czego ....że lignina może być i papierem toaletowym i podpaskami, że malucha najlepiej odpalić za pomocą kija od szczotki, że upatrzona w sklepie bluzka nigdy " nie jest w pani rozmiarze ", a dezodoranty zakupione w Peweksie są w połowie puste, bo używają ich na co dzień panie ekspedientki. Tymczasem przysłane w paczce z RFNu coś o nazwie OB długo zaprzątało umysły całej mojej rodziny i dopiero pomysł taty, że są to zatyczki do uszu ze sznureczkami gwoli łatwego wyciągnięcia, spotkał się z zasłużonym poklaskiem. O spożyciu,tajemniczo umieszczonej w paczce orzeszków ziemnych, zawartości torebeczki z pochłaniaczem wody nawet i wspominać nie warto...nikt się nie struł.
W takich to okolicznościach przyrody moja mama pojechała na zjazd lekarski do Budapesztu, miasta traktowanego jak przedsionek zachodniej cywilizacji, i tamże po raz pierwszy spotkała się z tworami o nazwie firmy farmaceutyczne. Po powrocie wyjęła z torby wyszarpane na stoiskach prześlicznej urody długopisiki, karteczki z przylepcem, którymi namiętnie dekorowałam ściany, a wreszcie tajemnicze urządzenie na rączce, z jednej strony zębate. Pochyliliśmy się nad nim w nabożnym skupieniu, tato nawet zważył je kilkakrotnie w dłoni oceniając jako poręczne, a kolega mamy, ordynator ważnego oddziału w rodzimym szpitalu zauważył na rączce napis : ASPIRIN.
- I sprawa jasna - radośnie zdiagnozował urządzenie pan doktor, nomen omen Wiesław.
- Z reklamą leku przeciwzapalnego to musi być urządzenie do masażu !!!!
Chętnych w tym wiekopomnym 79 roku do masowania nie było, więc wyznaczono małoletniego ochotnika czyli mnie. Doktor Wiesław odpowiedzialnie potraktował mnie urządzeniem - najpierw ostro zębatym końcem, następnie wygładził częścią lekko podgumowaną.
I tak zostałam, chyba pierwszym w Polsce, pacjentem wymasowanym skrobaczką do szyb.

czwartek, 19 maja 2016

GHOSTBUSTERS

Bycie młodszym bratem takich indywidualności jak moja babcia, Zofia i jej siostra Halina ( urodzona Stanisława ) nie było łatwe. Aby przeżyć w trudnych, rodzinnych warunkach wuj Bolesław postawił na milczenie. Jakoś półgębkiem szkoły skończył, podczas ślubu wystarczało widocznie kiwnąć głową, a podczas nocy poślubnej to już mowa nie była mu do niczego potrzebna.
Z licznych odwiedzin wuja u mojej babci nie zapamiętałam co prawda żadnych wiekopomnych sentencji w jego wykonaniu, ale zauważyłam przedziwny sposób komunikacji z nadekspresyjną i despotyczną siostrą. Wuj Bolesław opanował trzy gesty praworęczne, za pomocą których udzielał wszechstronnych odpowiedzi : ruch dłoni a la samochodowa wycieraczka oznaczał przeczenie, wyciągnięta nagle dłoń- aprobatę, a uścisk , zaleznie od okoliczności, przywitanie i pożegnanie.
Będąc w wieku mocno dojrzałym moja babcia, Zofia, umówiła sie z wujem ( zaiste, nie wiem, w jaki sposób, może korespondencyjnie ), że kto pierwszy umrze nawiedzi we śnie to drugie i ze szczegółami opowie, jak to jest po drugiej stronie. Umowa została podobno zawarta " pod słowem honoru ".
Wuj Bolesław zszedł był pierwszy.
Babcia czekała...początkowo z nadzieją, potem cierpliwie, wreszcie nerwowo.
Kilka lat od zgonu minęło i osoba wuja Bolesława została zakazana w rozmowach, a podczas wspominania zmarłych w okolicach listopada babcia z niesmakiem machała ręką ( chyba, żeby brat w zaświatach dobrze ją zrozumiał ):
- Nie mówcie mi o Bolku ! Człowiek bez czci i honoru ! Ja, jak obiecam Kasi, że przyjdę po śmierci to przyjdę !!!
Obiecała....i tak od 26 lat, nie wypominając, czekam.

piątek, 13 maja 2016

GUSTA I GUŚCIKI

Dziadek Kazimierz, mimo despotyzmu swojej żony, Zofii, i jej niewiary w zalety duchowe, a przede wszystkim fizyczne męża, potrafił czasami narzucić swoje zdanie...szczególnie, gdy chodziło o nadszarpnięcie domowego budżetu.
Zaakceptował hodowlę dwóch kur w komórce ( potencjalnej łazience) na czwartym piętrze kamienicy w centrum wojewódzkiego miasta i zdania, mimo obsranych garniturów kościołowych, które w tej komórce wisiały, nie zmienił. Kury uznał za praktyczne rozwiązanie niedoborów mięsnych w dobie kryzysu.
Wybaczył również swojej żonie, Zofii, gromadzenie worków po nawozach sztucznych używanych na działce...może dlatego, że mycie worków w oparach Azofoski dostarczało niezapomnianych wrażeń narkotycznych. Kolekcja TAKICH worków zawsze się może do czegoś przydać...chociaż do śmierci dziadków została niewykorzystana.
Kupowanie przez babcię butów w niezliczonej ilości , jeżeli tylko je rzucili, też uznał za przydatne, chociaż babcia nabywała fasony i rozmiary jakie były, a nie jakie ktokolwiek w rodzinie nosił, niemniej sandały męskie rozmiar 48 z przodem z siatki albo filcowe wkłady do gumiaków w rozmiarze, dla odmiany, 33 mozna było traktować jako walutę wymienną.
Ale kupowania pierdół dziadek Kazimierz nie tolerował, a już na sztukę był szczególnie wrażliwy. Żaden jeleń na rykowisku nie łypał, ku mojemu żalowi, ze ściany, żadna figurka na wodę święconą z plastiku z odkręcaną główką nie miała szans, chociaż serce babci Zofii wprost lgnęło do tego typu rękodzieł przemysłowych.
Na wczasach w Krynicy Zdroju, w zamierzchłych czasach czyli latach 50-tych, babcia Zofia wypatrzyła biednego artystę prezentującego swoją twórczość na deptaku i tradycyjnie się zachwyciła, do tego stopnia, że ośmieliła się wyartykułować nakaz :
- Kup !
Artysta nieśmiało pokazał więcej swoich prac, a jego prostota wzruszyła babcię do głębi.
Dziadek omiótł dzieła spojrzeniem i zawyrokował :
- Na litość boską Zocha, takie bohomazy to ja w wychodku podczas posiedzenia ci namaluję ! I to za darmo !
Artysta z oburzeniem splunął, rysunki zabrał i na odchodne rzucił coś o prostakach bez gustu.
Dziadek na pociechę kupił babci poidełko na wody mineralne za 4 złote z komentarzem, że to to ładne,  proste i stylowe.
I tak dostałam po latach w spadku, oprócz worków po nawozach, dzbanuszek z porcelitu, a obrazki Nikifora szlag jasny trafił !

czwartek, 5 maja 2016

DUMA I UPRZEDZENIE

W zaawansowanym wieku, jaki ja już obecnie prezentuję, fizjologia zaczyna zajmować coraz więcej miejsca w umyśle i mowie. Człowiek przeciętny, czyli ja, bez krępacji dzieli się z osobami nawet płci przeciwnej problemami dnia codziennego - a to stolec jakiś nie tego, a to sie podsiknie przy kichaniu, że o zwykłych chorobach i smarkach nawet wspomnieć hadko.
W młodości zupełnie inaczej bywało...nawet, jeśli samemu korzystało się z ubikacji, to  nie dopuszczało się do siebie myśli, że On, ten jedyny i wymarzony, siedzi sobie na sedesie i się męczy.
Albo pierdzi w wannie.
Albo ma brudne slipy.
Wiele randek kończyło się gwałtownie, bo człowiek musiał lecieć do domu, albo w krzaki załatwić, co trzeba. Nie ominął ten problem i mojego kolegi Przemysława, który dojeżdżał do naszego wojewódzkiego miasta w celach edukacyjnych z małej wioseczki w okolicach Parczewa, miasta octu i musztardy. Jego licealna miłość pochodziła natomiast z familii górnej i chmurnej adwokatów i radców prawnych, któraż to familia niechętnym półokiem patrzyła na adoratora....nawet musztardę kupowali z ościennych wytwórni, a zamiast octu kwasili cytrynowym kwaskiem, tak im ten Parczew kością stał w gardle. Zrozumiałe jest zatem, że Przemysław denerwował się podczas wizyt, a że w tamtych czasach w grę wchodziły tylko spacery, szczególnie romantyczne w listopadowej zawiei, albo domówki, to z nadejściem jesieni preferował jednak przestrzeń zamkniętą. Oczywiście w najbardziej romantycznych momentach otwierały sie drzwi i wsuwała się ręka ze słoikiem, który trzeba było natychmiast otworzyć, albo też któreś z rodziców niezwłocznie musiało sprawdzić temperaturę na temometrze zaokiennym umieszczonym akurat w pokoju córki.
Do tego, że dramatycznie chce mu się siku, Przemysław w tym domu nigdy by się nie przyznał. Opcja sikania w donice odpadała z powodu obecności ukochanej w pokoju, pozostała inna możliwość : przymus umycia rąk. Przemysław pooglądał nerwowo dłonie przez kilka minut i poprosił o wskazanie łazienki, bo " jakoś tak mu się nieestetycznie lepią".
Został zaprowadzony do pomieszczenia gdzie, ku swojej konsternacji, zastał tylko wannę i zlew....kibelek w tym domu mieścił się w zupełnie innym miejscu. Przemysław dzielnie odkręcił wodę w zlewie w celach maskujących i  postanowił lać do umywalki ...jak mus to mus.
Teściowa in spe, prawdopodobnie lekko brzydząc się adoratora spod Parczewa, postanowiła przynieść mu ręczniczek do otarcia dłoni i, wiedziona kobiecą, niezawodną intuicją, zastała Przemysława z penisem w ręku, z ulgą sikającego do umywalki zalewanej strumieniem wody z kranu.
Jadowicie dobiła biedaka zdaniem :
- Zaraz panu pokażę sedes, panie Przemku, to ręce sobie pan umyje !