Łączna liczba wyświetleń

ALWAYS LOOK AT THE BRIGHT SIDE OF LIFE

środa, 26 października 2016

ŻYWOT CZŁOWIEKA POCZCIWEGO

Mój, znany tu chyba wszystkim, tato jest człowiekiem z zasadami. Jak obiecał koledze, że zagłosuje na niego w wydziałowych wyborach, to oczywiście oddał głos na kogoś zupełnie innego, bo
" przecież Jurek to idiota". Kolega Jurek oczywiście ruszył do taty z pretensjami, że jak to, miał go poprzeć, a tu proszę, kandydat otrzymał tylko jeden głos.
- No i właśnie ten głos był mój! - wrednie odpowiedział tato, wiedząc doskonale, że kolega zagłosował sam na siebie, ale nie wypada mu się do tego przyznać.
Jak mi tato stanowczo odmawia bezzwrotnej pożyczki to i tak wiadomo, że pożyczy, a ja nie oddam.
Wbrew swojej naukowej profesji ojciec uwielbia czytać horoskopy, odwiedzać wróżki i Cyganki, szczególnie odkąd jedna przepowiedziała mu śmierć dopiero po moim szczęśliwym zamążpójściu
( ha, ha ), co tato, znając moją przeszłość i teraźniejszość, skomentował:
- Będę żył wiecznie!!!
W Kazimierzu Dolnym nad Wisłą przedstawicielek starego, wieszczego zawodu nie brakuje nigdy i jedna z wróżbitek pewnego dnia wypatrzyła mnie i tatę przez szybę w sklepie jubilerskim. Akuratnież byłam jak zwykle bez grosza a bardzo spodobał mi się artystyczny pierścień z trupią główką, który mój najlepszy z ojców natychmiast kupił. Codzienne, pełne awantur i wyganiania mnie z domu jako pasożyta na finansowym i moralnym dnie, życie codziennym życiem, ale po odskoczeniu od codzienności tato mięknie charakterologicznie.W średnim wieku Romka przechwyciła nas natychmiast po wyjściu i zagaiła do taty o długim życiu, of kors, i niezniszczalnym zdrowiu.
- E- zareagował mój tato- takie bzdety to każdy mi mówi, niech pani coś osobistego bardziej wymyśli.
Kobieta spojrzała na mój nowy pierścionek, celnie oceniła mój niewątpliwie zaawansowany wiek i dobrą kondycję taty, i orzekła:
-A ta piękna pani to już nigdy pana nie opuści, do śmierci razem jak gołąbki będziecie!
na co mój tato jęknął rozdzierająco:
- A za taką przepowiednię, że ta gnida, moja córka, nigdy mnie nie przestanie ssać jak pijawka, to grosza nie dam!!!!

środa, 19 października 2016

U CIOCI NA IMIENINACH

Imieniny cioci Małgorzaty, nieszczęśliwej małżonki słuchacza Radia Maryja, są idealnym pretekstem do wylania przez solenizantkę fali zastarzałej żółci, a tematem drażliwym i tradycyjnie poruszanym są relacje cioci z teściową, będącą od 15 lat w lepszym świecie. Na tapecie są z reguły przeżycia obu pań w latach 70/80, kiedy były w pełni sił fizycznych, a już niekoniecznie umysłowych.
Troskliwi synowie wspierali matkę, czyli babcię Teresę, gotówką, która natychmiast zasilała konto ojca Tadeusza, natomiast jedyna niepracująca synowa zmuszana była do realnej pomocy fizycznej.
I tak ciocia Małgorzata:
- była pomocną dłonią w 76 w Sopocie, kiedy teściowa dostała nagłej biegunki w morzu( fakt potwierdzony naocznie, aczkolwiek technicznie czynność trudna do wykonania). Do dzisiaj pamiętam ciocię biegnąca przez spienione fale z majtkami od mojego bikini i do dzisiaj dręczy mnie wspomnienie, że figurę miałam w zadzie akuratnej wielkości jak siedemdziesięcioletnia kobieta.
- stała godzinami w kolejkach do sklepów mięsnych po to, żeby teściowa skomentowała przyniesione dary: takie ochłapy to chyba ty Małgosia w powstaniu jadłaś!
- robiła nieustanne przepierki bielizny teściowej mydłem Biały Jeleń w zlewie( bo oszczędniej się woda leje niż w wannie)
- zmuszana była do oddawania deserów na wczasach, bo według słów teściowej: mnie, starej, już cukier nie zaszkodzi, a tobie znowu z dziesięć kilo przybyło.
Nic dziwnego, że sterana ciocia czekała chociaż na werbalny wyraz wdzięczności i taką nadzieję miała podsłuchując( razem ze mną) zwierzeń babci w gronie wczasowych koleżanek na turnusie w Nałęczowie.
- A jak pani synowie, pani Tereso ?
- Ach, moi synowie( babcia rozkręcała się) nie dość, że wysoce wykształceni to i matce pomagają we wszystkim, zakupy, pranie, bez proszenia! ( tu ciocia zaczynała pocić się z wściekłości, wspominając swojego wysoce wykształconego męża, który u matki w domu  pijał herbatę z ciastem, a nie froterował podłogi)
- A synowe też takie udane ?- ktoś zadawał zapalne pytanie, po którym ciocia nadstawiała ucha a babcia nadymała się z niesmakiem i, jako osoba kulturalna, spokojnie cedziła:
-Niektórym ludziom na stare lata Pan Bóg pokutę zsyła......

wtorek, 11 października 2016

HISTORYA UCIESZNA CNOTLIWEGO ANDRZEJA

Wszelkie podobieństwa do realnych osób i sytuacji są jak najbardziej zamierzone.
 Kolega Andrzej, zwany przez wszystkich Endrju ( przezwisko to miało być subtelną aluzją do jego światowego sposobu życia, wykształcenia i ubioru ), a przez znajomych z pracy królem Parczewa, po burzliwym rozwodzie zamierzał wieść życie niezależnego bon vivanta. Za pieniądze wyegzekwowane od byłej żony za 1/2 wspólnego mieszkania zakupił wykwintną kawalerkę- studio na mansardzie, gdzie deszcz lał mu się na parkiety, a upał budził w lecie o 5:30. Niezobowiązujące podrywy Endrju zaczął od pobliskiej siłowni, gdzie, odziany w markowe dresy i koszulki Abercrombie, udawał, że ćwiczy trzy razy w tygodniu. Nie wiedział, że za drzwiami do strefy kardio czai się niebezpieczeństwo.
Katarzyna, zwana przez wszystkich bez sensu Kitką, w wieku lat trzydziestu minus poczuła palącą potrzebę zmiany nazwiska. Jej uroda wielkanocnego zajączka i parszywy charakter były pewną przeszkodą, ale Kitka opanowała sztukę kamuflażu i na pierwszy rzut oka wyglądała jak niewinny króliczek Playboya. Strategię opracowaną miała drobiazgowo: każdy mężczyzna poniżej czterdziestki, korzystający z siłowni na kartę Benefit( znaczy pracujący w korporacji), nie wywołujący urodą odruchu wymiotnego, znalazł się pod ostrzałem. Randki zaproponowała kilku panom, w tym dwóm moim kolegom, a ten, który by pierwszy przeszedł do konkretnych czynów, automatycznie stawał się faworytem. Pech nie opuszczał Andrzeja i zamiast wesołego życia rozwodnika po kilku miesiącach wiódł życie odpowiedzialnego męża kobiety w ciąży. Spełnianie zachcianek ciężarnej Katarzyny, następnie spełnianie zachcianek Katarzyny po porodzie i wreszcie spełnianie zachcianek żony i córki wespół doprowadziło kolegę Endrju do podjęcia ważkiej, życiowej decyzji o nazwie WAZEKTOMIA.
Słuszny to ze wszech miar był pomysł i czas ku realizacji najwyższy, bo Kitka wspominać zaczęła o chłopczyku do pary. Pod pozorem wyjazdu służbowego, z alibi zapewnionym przez wszystkich znajomych z pracy współczujących mu szczerze, Andrzej położył tamę dalszej prokreacji.
I tak życie nabrało innych barw, córka podrosła, Kitka się zestarzała, mieszkanie wymieniono na większe, premie wzrosły i tylko Endrju wyjść ze zdziwienia nie może, odkąd przed dwoma tygodniami wierna żona oznajmiła mu :
- Jestem w ciąży!!!!!!

środa, 5 października 2016

BO WE MNIE JEST SEKS

Mężczyźni, którzy kiedykolwiek zrobili na mnie wrażenie, rekrutowali się z reguły spośród niebanalnych osobowości obciążonych radosnymi nałogami alkoholowo- chemicznymi, najczęściej z tradycyjnymi poglądami na rolę kobiety w społeczeństwie, obowiązkowo z bujnym owłosieniem na głowie( swojej, nie kobiety). Niestety, na moim kierunku studiów, czyli farmacji w latach 80-tych, mężczyzn było poniżej dziesięciu procent, a wyłączając skarlałych grubasów i łysiejących zostawały ze trzy procenty. Kobiety były zdecydowanie atrakcyjniejsze aczkolwiek, według dzisiejszych standardów, bardzo zaniedbane- mowy nie było o goleniu jakichkolwiek obszarów, a dezodorant Zielone Jabłuszko niezbyt skutecznie odwaniał owłosione pachy. Na basenie co druga z nas reprezentowała ukrzaczenie od dołu kostiumu do połowy ud. Za to na głowie kwitły siwe pasemka podlewane płukankami z roztworu gencjany( błękitna siwizna) lub pigmentu kasztanowego( blady róż).
Panowie nie o wiele byli lepsi, nie śmierdzieli tylko ci, których stać było na Old Spice'a w Peweksie. Wśród nich charakterystyczną i wyróżniającą się postacią był kolega Jurek zwany Jurasem bądź Paszczakiem( od wyjątkowo pokręconego zgryzu). Juras gardził higieną osobistą i kulturą, nie używał chustek tylko smarkał radośnie na chodniki, nie grał na gitarze, a mimo to hodował kilkucentymetrowy paznokieć na małym palcu( zapewne do dłubania w nosie), a podczas gonitwy myśli na zaliczeniach potrafił uparcie wiercić sobie w uszach, co pewien czas kontemplując ich zawartość. Nikogo zatem nie dziwił czarny pas od wewnętrznej strony kołnierzyka koszul Paszczaka, ale gdy na granatowej marynarce z bistoru pojawił się u niego  biały osad, uczynna koleżanka zwróciła mu uwagę:
- Jurek, masz brud na marynarce!
Juras zdjął okrycie, obejrzał uważnie, wzruszył pogardliwie ramionami i założył je z powrotem wyjaśniając:
- To nie żaden brud, to łupież tylko!