Łączna liczba wyświetleń

ALWAYS LOOK AT THE BRIGHT SIDE OF LIFE

piątek, 12 maja 2017

KLOZET A SPRAWA POLSKA

- A żesz k..a, cholera jasna, ty ch...pi........ jeden!!!!- wyartykułował z trudem pan Czesław, dozorca śródmiejskiej kamienicy, zsuwając się, z ominięciem siły tarcia dzięki krążącym we krwi procentom dającym konkretne promile w wydechu, po poręczy schodów z trzech pięter na sam zimny, betonem wyłożony parter. Tamże zastał go leżącego dziadek Kazimierz, mieszkaniec owego przedziwnego, przedwojennego budynku, podzielonego przez socjalistyczne władze na trzy odrębne części. Aby wnieść zapadłego w sen pana Czesia z parteru dolnego w części A na parter górny w części B należało wyjść na podwórko, poprzez bramę zawierającą drzwi do części C, mieszczącej Urząd Skarbowy, dojść do wejścia B przy ulicy i poprzez to wejście wnieść pijane zwłoki po kilku schodkach do mieszkania. Proste jak życiowa zasada dozorcy Czesława: zarobić i przepić.
Dziadkowie początkowo, pomimo mieszkania w części B, mieli wejście do swoich komnat w liczbie jednej z wnęką przeszklonymi drzwiami wprost z korytarza Urzędu Skarbowego( mieszczącego się w części C). Nie raz interesant skarbówki pukał do drzwi nr 35 i szarpał klamką trzymaną z drugiej strony przez babcię Zofię z tasakiem w ręku. Na nieszczęście wszystkich dziadek Kazimierz pracował w tymże urzędzie i koledzy z pracy uważali za rzecz normalną wpraszanie się do lokalu nr 35 na reglamentowaną herbatę Madras. Po kilku latach kierownik miał dosyć szukania pracowników w pustym biurze i drzwi nr 35 komisyjnie zamurowano, a dziadkom wybito dziurę, jak Pan Bóg przykazał,w klatce schodowej budynku B.
Drzwi drzwiami , ale pomiędzy Urzędem Skarbowym w Lublinie a mieszkaniem dziadków mieścił się nowocześnie wyposażony klozet służący obu stronom porcelanową muszlą z górnopłukiem. Klozetu nie chciał nikt zamurować od swojej strony- pracownicy biura musowo musieli mieć gdzie załatwiać potrzeby. Dziadek Kazik co prawda mógł defekować w godzinach pracy, gdyby to urząd przejął toaletę, ale co z babcią i dniami świątecznymi?
Status quo pozostawiono, na drzwiach od strony biura umieszczono kartkę:
Pracowniku, zamknij drugie drzwi po wejściu do toalety, po skorzystaniu nie pozostawiaj papieru toaletowego!
Po drugiej stronie babcia Zofia pouczała mnie:
- Broń Boże nie zostawiaj naszego papieru dla tych urzędasów!
i umieszczała wewnątrz tajemniczą kartkę z niewykonalnym poleceniem:
Proszę nie zostawiać smrodu!
Mimo przestróg każda strona czyhała na cudzy papier, dziadek Kazik  miał nawet dyskretną rozmowę z kierownikiem, który kazał mu się określić jakiej rolki będzie używał w ubikacji:  prywatnej czy służbowej.
Człowiek młody to i głupi i przestróg starszych nie bardzo słucha. Cierpiąc na dziedziczną w rodzinie mojego taty biegunkę, będąc w czasie wakacji u dziadków, pomknęłam szybko jak lot plwociny do toalety, szarpnęłam drzwiami  i wpadłam na połowicznego golasa, siedzącego na tronie z prasą i papierosem. Krzyk, jaki wydarł mi się z nastoletniej piersi, zwabił w kierunku klozetu dziadka Kazimierza, który, zanim wypchnął mnie do korytarza, grzecznie sie przywitał:
- Dzień dobry, panie kierowniku, miłego dnia!

 KOCHANI, NA POMAGAM.PL/ZYRAFA JEST HISTORIA CHOROBY BOGUSI I ZBIÓRKA NA JEJ LECZENIE, POMÓŻMY!!!!!!!!!