Łączna liczba wyświetleń

ALWAYS LOOK AT THE BRIGHT SIDE OF LIFE

poniedziałek, 19 marca 2018

IŚC W STRONĘ SŁOŃCA

Odnalazłam się na izraelskiej ziemi jak szczotka w klozecie- niby inna ta ziemia, a jednakowoż pasująca. Przed podróżą grzmotnęłam dwa Xanaksy i obudziłam się akuratnie na Ben Gurionie. Był to jedyny bezproblemowy element podróży, jak się później okazało- później wsiadłam w dobry autobus, ale jechał akurat w drugą stronę i zamiast na dworcu znalazłam się na peryferiach Tel Avivu, na autobus dalekobieżny nie trzeba było czekać, ale nie wiedziałam, jak wejść przez bramkę do klozetu na dworcu, i przez moje usiłowania stałam potem jak słup 2 godziny w dworcowej poczekalni, jak wreszcie wsiadłam, to kierowca zapomniał, gdzie ma mnie wysadzić, i znalazłam się jeden przystanek dalej niż trzeba, w szczerym polu pustynnym...a szakale wyły, a węże pełzały i o mały włos nie zsikałam się ze strachu podczas pieszej pielgrzymki do mojego kibucu.



Wprawnym okiem oceniłam, że widok przyjemny, pogoda sprzyjająca i na pewno w pracy będzie lajcik połączony z nieskrępowaną konsumpcją podczas kuchennej harówki jako pomoc do wszystkiego.
O tym, że marzyć to sobie mogę, dowiedziałam się o 6 rano dnia następnego, po odebraniu gustownego roboczego stroju i gumiaków. Mój szef gromko wołając: Kaszaaaaaa! polecił mi: przynieś worek ziemniaków z lodówki, a przy okazji, jak będziesz w lodówce, przynieś jeszcze 20 cukinii i worek marchwi, i stój! najpierw umyj gary obiadowe, a w ogóle to najpierw obierz te ziemniaki, co ich jeszcze nie przyniosłaś, bo 200 osób w stołówce czeka na otwarcie. I z tego pośpiechu pewnego dnia, co było nieuniknione, 30 jaj rozbitych na jajecznicę w miednicy wyślizgnęło mi się ze zgrabiałych dłoni i bryznęło na gumiaki szefa.
Gary i talerze po tej dwusetce zmywało się wężem, czyli tak:


Po tygodniu wytężonej pracy  i głodu, bo surowe buraczki z tahini i humusem łypały na mnie z każdego posiłku, nadszedł czas prania we wspólnym pomieszczeniu. W piątek wieczorem, kiedy większość mieszkańców nie tykała niczego z powodu szabasu i pralki były wolne, zakradłam się do pralni z koszem śmierdzącej odzieży i zamarłam.....obok czyjegoś kosza leżał wąż, na moje oko jadowity, a przede wszystkim duży. Bohaterstwo ze mnie opadło i ryknęłam: HELP! wypadając jednocześnie na zewnątrz. Z domu modlitwy, stojącego obok pralni, wypadli mężczyźni( wszak Hamas nie śpi), w tym mój szef, który na polowanie na węża zabrał spod jadalni łopatę.
Ja po całej akcji zrobiłam zdjęcie:






A mój szef dodał, podnosząc czyjś brązowy pasek: I weź tu miej wolontariuszkę- i stara, i ślepa:)

37 komentarzy:

  1. Dopadlam podium i teraz wroce czytac:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Mialas szczescie, ze nie zginelas w tej podrozy, bo a to za blisko, a to za daleko, a to znow nie w tym kierunku, slowem wszystko po zydowsku:)))
    No ale wazne, ze sie nie posikalas ze strachu, ot odwazna dziewczynka.
    Ale temu niby szefowi to za te "stara i slepa" mam nadzieje sie jakos "odwdzieczylas";)
    Bardzo sie ciesze, ze zaczelas pisac, bo blogowisko bez Repo to nie blogowisko.
    buziam i czekam na wiecej:****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, lubię pisać, nawet jak nikt nie czyta:)
      Szef po wspólnych przejściach stał się moim najlepszym kumplem i nawet na pożegnanie prezenty dostałam.

      Usuń
    2. Przestan, ja sie tam ciesze, ze niektorzy juz nie czytaja:)) Jakos wyraznie sluzy to mojemu zdrowiu.

      Usuń
  3. Jadowity to ten w reku?

    OdpowiedzUsuń
  4. No ladnie sie tam zaprezentowalas! :)))))
    I dlaczego szabasu nie obchodzilas, tylko prac poszlas? Jak sie wejdzie miedzy wrony... I co te zdjecia, qrna, takie male? Nic nie widac. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej obchodziłam, ja tylko przed wieczerzą skarpety do pralki wrzuciłam:p
      Dobrze, że małe, to zmarszczek nie widać!

      Usuń
    2. Ales Ty chuda!!! Jestes pewna, ze mialas sile utrzymac ten waz do zmywania garow?? czy moze waz Toba rzucal na boki:)))

      Usuń
    3. Nie miałam siły, ale temu węży musiałam pokazać, jak to chłopu, kto tu rzadzi:)

      Usuń
    4. :))) jak sie kobieta uprze to nie ma mocnych:)

      Usuń
  5. Oplułam komórę...oczywiście z przerażenia.Co za Gady...Żyrafko dobrze, że przeżyłaś...buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeżyłam i na pewno wrócę, szef za mną teskni:))
      Dobrze, że jestes:*

      Usuń
  6. Repo wiedziałam, że bez przygód z Twoim udziałem się nie obędzie :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Kaszaaaa,Ty jednak masz jaja...ja bym się obsrała strachem przy takich przygodach😁
    Dużo zdrowia życzę!!
    A ten wonsz byl faktycznie jadowity?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten wąż był skórzanym paskiem:))
      Było wspaniale i powtarzam przygodę za rok.

      Usuń
  8. Po tak długim wyjeździe tylko dwa posty? Lenimy sie:) Zdrowiej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aklimatyzujemy sie:)) posty muszą się powoli w glowie ułożyć.
      Jak się cieszę, że Cię widzę!

      Usuń
  9. W sumie to szef miał jaja, że za te jaja Cię z kuchni nie pogonił ;p
    I niech się układają te posty, bo mnie już ciekawość zżera, co dalej się działo, bo że się działo, to jestem pewna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szef po miesiącu wyrzucam wolontariuszy, przetrwałam 3 mimo zaawansowanego wieku:)

      Usuń
    2. Brawo TY!!! :)

      ale tak serio, to podziwiam Cię, że tam pojechałaś, robiłaś to, co robiłaś (tu chwila wahnięcia, p).

      Usuń
    3. Nie ma za co podziwiać, bo praca w kibucu była od lat moim marzeniem:)

      Usuń
  10. Niech żyją bazarki! Trafiłam tu i wsiąkłam! Szkoda, że tak późno. Dobrze, że mam niedaleko do toalety, bo przy lekturze kilku postów zwieracze przechodziły ciężką próbę, a rodzina wpadła do pokoju mnie ratować. Myśleli głupcy, że mam atak i się duszę, opcjonalnie płaczę. W sumie mieli rację. Miałam atak i się dusiłam i płakałam ze śmiechu! :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie Psa! Ja u Ciebie jestem już długo, tylko się wstydzilam komentować. Bardzo się cieszę, że się zdrowo posmialas:D

      Usuń
    2. Ja tez do Psa zagladam i... milcze... nie wiem czemu, bo milczaca to ja raczej rzadko bywam:))

      Usuń
    3. Że my się takie milczące zrobiłyśmy to aż trudno uwierzyć:)

      Usuń
  11. No to wejscie mialas piekne, pierwsze wrazenie zrobione! :D
    Dalej tez bylo dobrze, mam nadzieje?

    OdpowiedzUsuń
  12. Fantastyczny styl, cieszę się, że to wszystko opisujesz. Mimo, że chichotam, zdaję sobie sprawę, że lekko nie było. Nie na początku.

    OdpowiedzUsuń